Wyścig zbrojeń na Czarnym Lądzie. Militaryzacja Afryki

Światowe mocarstwa coraz bardziej zacieśniają relacje z krajami afrykańskimi. W parze z polityką i gospodarką idą także kwestie wojskowe. Nie chodzi tylko o dozbrajanie lokalnych armii, lecz także o budowę własnej infrastruktury militarnej w regionie. Dlatego powiewające na wojskowych kompleksach w Afryce flagi Chin, USA, Rosji czy krajów Europy dla nikogo nie są zaskoczeniem.


Głównym magnesem przyciągającym na Czarny Ląd największych tego świata są przede wszystkim naturalnie występujące tam surowce oraz strategiczne położenie niektórych krajów, związane z bliskością szlaków handlowych. Za nie mniej ważny powód trzeba też uznać niestabilność polityczną w kilku państwach, wywołaną wieloletnimi wojnami i konfliktami etnicznymi. Jedni oferują swoją pomoc, by je zażegnać, inni chcą na nich budować własne interesy. W ostatnim z wymienionych przypadków lubuje się Rosja.

Zbrojenia, interesy i śmierć dziennikarzy
Szczególnie głośno zrobiło się w ostatnich tygodniach o zainteresowaniu Rosji Republiką Środkowoafrykańską. Położony w dorzeczach rzek Kongo i Szari kraj podpisał z Kremlem pod koniec sierpnia tego roku porozumienie o współpracy militarno-wojskowej. Dokument parafowany przez szefową resortu obrony RŚA Marie-Noëlle Koyarę i jej rosyjskiego odpowiednika Siergieja Szojgu zakłada m.in. szkolenie afrykańskich żołnierzy, a także dostarczenie im broni i amunicji. Nie sprecyzowano jednak, o jakie uzbrojenie chodzi. Można jedynie domniemywać, że w ten sposób Rosja pozbywa się z magazynów posowieckich karabinów i pistoletów, które i tak były dla wojsk FR bezużyteczne, ale dla armii biednego, afrykańskiego państwa okażą się realnym wzmocnieniem.
W rzeczywistości wspomniane porozumienie ma jednak charakter wyłącznie symboliczny, gdyż już na początku tego roku Rosja wysłała transzę uzbrojenia do Bangi. Zachodnie agencje ustaliły również, że w prywatnej ochronie prezydenta Faustina-Archange Touadéra...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: