Taśmy hipokryzji

Szybko zapomnieliśmy, dlaczego afera taśmowa w Polsce tak bardzo uderzyła w polityków Platformy Obywatelskiej. I nie to zbulwersowało Polaków, że dokonywano tam przestępstw czy uzgadniano skomplikowane deale polityczne. Myślę, że najbardziej uderzająca była hipokryzja. W latach 2011–2014 żyliśmy w czasie, gdy pompowano w nas propagandę o tym, jak w Polsce trwa złoty wiek, jaką jesteśmy potęgą oraz jacy to profesjonaliści nami rządzą.

Przekonywano nas równolegle, że musimy zaciskać pasa, bo przecież jest kryzys i że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Tymczasem na taśmach w „Sowie i Przyjaciołach” wizerunek rozmija się z narracją. Ba, ludzie ze szczytów władzy gdy uważają, że nikt ich nie słyszy, mówią dokładnie to, co powtarza opozycja – tezy o słabości państwa, rozpasaniu i otaczającej nas fikcji. Dodatkowo za publiczne pieniądze stołują się w jednej z najdroższych restauracji w Warszawie, płacąc za obiadki więcej niż niejedna średnia emerytura. „PO kilka lat temu wyciągnęła wnioski po nielegalnych nagraniach. W przypadku premiera Morawieckiego mamy do czynienia z czymś więcej. To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję” – napisał na Twitterze Schetyna. Zastanawiam się, jakie konsekwencje PO wyciągnęła w stosunku do nagranego Stanisława Gawłowskiego (taśmy to najmniejszy z jego problemów), Elżbiety Bieńkowskiej (wybrana na komisarza w UE), Radosława Sikorskiego (najpierw awans na marszałka, a ostatnio znów w pierwszych rzędach na spotkaniu PO), Bartłomieja Sienkiewicza (dyrektor think tanku PO), Włodzimierza Karpińskiego (poseł, przewodniczący komisji energii), Mariana Janickiego (kandydat w wyborach samorządowych). No żadne. Jedno jest pewne: PO nadal nie wyciągnęła wniosków, a Schetyna zmarnował niezapomnianą szansę, żeby siedzieć cicho.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: