Taśmy, Tusk, Berlin i… pomarańcze

Nie chce mi się pisać o „taśmach kelnerów” w kontekście naszego premiera, bom uwierzył „Gazecie Wyborczej” (jako człowiek ufny z natury), że te taśmy to manipulacja i gra wyborcza PiS. Skoro jeszcze kilka tygodni temu za taśmami miała stać obecna formacja rządząca, a więc taśmy były niewiarygodne, to dlaczego nagle stały się wiarygodne teraz? Nie nadążam za tymi zmianami, a raczej swoistą biegunką myślową ze strony totalnej opozycji.

Skądinąd mamy teraz rzeczywistą, a nie domniemaną manipulację. Najpierw ogłasza się, że na tych taśmach jest coś o kupowaniu mieszkań na słupa, po czym następnego dnia publikuje się taśmę, na której tego wątku jakoś nie ma. Ale medialne grzanie było, tytuły i oskarżenia pozostały.

Pyta mnie dziennikarz, czy owe taśmy nie zaszkodzą polskiemu premierowi w relacjach z Niemcami, bo miał się Mateusz Morawiecki wyrażać krytycznie o naszym zachodnim sąsiedzie w kontekście przyjmowania imigrantów. Odpowiadam, że premier Polski jest silny siłą poparcia własnych rodaków, a nie cudzoziemców. I że to go różni od Tuska Donalda, który wisi na poparciu Berlina, a nie Polaków.

Jednak mało żem konsekwentny, bo zapowiedziałem, że o taśmach pisać nie chcę, ale nie zdzierżyłem i napisałem. Czemu? Bo, mówiąc Sienkiewiczem, hadko tego już słuchać. Chodzi o Henryka Sienkiewicza, a nie o Bartłomieja. Chociaż i były szef MSW w rządzie PO-PSL też publicznie się wypowiedział, że współczuje polskiemu premierowi. I to temu obecnemu, a nie byłemu...

Zostawmy w końcu te taśmy. Tak na marginesie: w języku sportowym słowo „taśma” ma ważne znaczenie – oznacza bowiem metę biegu lekkoatletycznego. Wzięło się to ze starych czasów, gdy rzeczywiście na mecie była taśma zawieszona między dwoma słupkami, którą zwycięzca zrywał, przekraczając linię mety. Teraz taśmy nie ma, jest za to fotokomórka, więcej techniki, mniej romantyzmu. Taśma jest pojęciem również z dwóch innych dyscyplin sportowych: żużla i tenisa....
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: