Kościuszko w smudze cienia. Do końca był rewolucjonistą

Od jego śmierci minęło ponad 200 lat, ale postać Tadeusza Kościuszki wciąż inspiruje. Masową wyobraźnię rozpalają niezwykłe koleje losów bohatera narodów polskiego i amerykańskiego. Urzeczeni romantyczną legendą „rycerza wolności” często zapominamy, że w ostatecznym rozrachunku poniósł on życiową klęskę i nie doczekał się spełnienia marzeń o niepodległej Polsce. Nawet jego ostatnia wola, w której rozkazywał wykorzystać swój amerykański majątek na wyzwolenie i zapewnienie godnego życia niewolnikom jego przyjaciela Thomasa Jeffersona, nie została nigdy spełniona.

Był 10 października 1794 roku. Dzień bitwy pod Maciejowicami, dzień klęski polskiego wojska, dzień, w którym wniwecz obróciły się marzenia o ocaleniu upadającej Rzeczpospolitej. W wyniku krwawej bitwy, stoczonej z przeważającą liczebnie rosyjską armią, siły Polaków poszły w rozsypkę. Głównodowodzący Tadeusz Kościuszko był zmuszony salwować się ucieczką, choć odkładał ją do ostatniej chwili. Wycofać zdecydował się dopiero wtedy, gdy od nieprzyjacielskiej kuli zginął jego trzeci koń. W pościg za Naczelnikiem, któremu doprowadzono kolejnego konia, rzuciło się kilku Kozaków. Wydawało się, że polskiemu wodzowi uda się umknąć; niestety, w pewnym momencie jego wierzchowiec poślizgnął się w błocie i Kościuszko spadł z siodła. Widząc zbliżających się Kozaków, włożył sobie lufę pistoletu w usta i pociągnął za spust. Nie wiedział, że wcześniej zużył całą amunicję. Rosjanie opadli go jak zgraja wilków i przygwoździli do ziemi lancą. Kościuszko stracił przytomność.

Niewola
Kiedy do Rosjan dotarło, kto wpadł w ich ręce, opatrzyli jako tako rany cennego jeńca, załadowali do karety i wysłali wraz z konwojem jeńców na wschód. Eskortujący ten smutny pochód generał Chruszczew, chcąc złamać morale Polaków, w mijanych miejscowościach pokazywał Kościuszkę mieszkańcom. Jeden z towarzyszy niedoli Naczelnika z niesmakiem zanotował później, że „drapieżne zwierzę...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: