Lewacy i średniowiecze

Słynąca podobno ze standardów i pluralizmu telewizja BBC ogłosiła, że nie będzie już zapraszać naukowców, którzy negują zmiany klimatyczne i negatywny wpływ człowieka na naturę. Na informację radośnie zareagowali entuzjaści ekologiczni, którzy odtąd mają w mediach czyste pole i będą mogli swobodnie przedstawiać katastroficzne wizje, bez obawy, że ktoś je zweryfikuje.



Przypomnę, że według głównego guru współczesnej ekologii Al Gora, Biegun Północny miał się rozpuścić w 2014 r. Zapowiedzi polityka z przemówienia w Szwedzkiej Akademii Nauk przy okazji odbierania nagrody Nobla jednak się nie sprawdziły. No, ale nie o tym ma być ten tekst, lecz o debacie, która jest wielkim pragnieniem lewicy. Według literatury na temat zmian klimatycznych, 98 proc. naukowców zgadza się w tej kwestii – są oni w stanie przyjąć jako pewnik, że takie zmiany występują i przyspieszają w związku z działalnością człowieka. 98 proc. to dużo, jednak 2 proc. ludzi wykształconych i światłych jest przekonanych, że tak nie jest. A mówiąc o tym głośno, ryzykują swoją karierę oraz ostracyzm środowiska. W historii nauki większość nie zawsze miała rację. Może o tym świadczyć przykład Mikołaja Kopernika, który był w totalnej mniejszości, gdy ogłosił swoją teorię, że to Ziemia kręci się wokół Słońca. Wtedy Kościół wymuszał powszechną zgodę naukowców i obowiązywała jedna wizja świata. Mimo że minęło setki lat, mechanizm nadal jest ten sam. Postępowe środowiska niczym w średniowieczu zamykają debatę w sprawie klimatu. Prawnicy w Polsce represjonują za inne zdanie w sprawie reformy sądownictwa. Płeć można sobie dowolnie wybrać i nie ma z tym polemiki. Lewica szykuje nam wieki ciemne. Tylko czekać na stosy.
 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: