Bez wyścigu szczurów

Dodano: 11/09/2018 - Nr 37 z 12 września 2018

Felieton [Walka o dusze]

Zacznę od wyznania. Całe niemal życie byłem szkolnym obibokiem. W podstawówce dobra pamięć, sprawne pióro i wygadanie pozwalały mi jeszcze zachować czerwony pasek, ale… w liceum już nie. Świadectwo maturalne mam ukryte głęboko w szafie, żeby dzieci go nie zobaczyły, bo pół roku przed maturą poznałem swoją żonę i – co zrozumiałe – nie miałem czasu na naukę.   Uczyć zacząłem się dopiero na studiach, a to tylko dlatego, że naprawdę mnie fascynowały. Po co o tym piszę? Bo nie mam wrażenia, żeby te braki w edukacji, niewątpliwe dziury w kwestii wiedzy z chemii czy fizyki, jakoś zasadniczo pogarszały moje samopoczucie czy miejsce na rynku pracy. Jako wieloletni leń patentowany radzę sobie w życiu lepiej niż wielu moich niewątpliwie o wiele pracowitszych i zdolniejszych kolegów (i koleżanek). Dlaczego? Może dlatego, że w dzieciństwie na blokowisku w centrum Warszawy nauczyłem się współpracy, rozmowy i przeżyłem zwyczajne dzieciństwo i młodość. Dlatego ten tekst będzie apelem
     
61%
pozostało do przeczytania: 39%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze