Domki w Słupsku, słomki w...

Celebryci ruszyli do boju z plastikowymi słomkami. Płycizna tej akcji początkowo poraża, ale po chwili zastanowienia trzeba uznać, że walka z rurkami to w zasadzie jedyne, na co może się zdobyć to z natury tchórzliwe środowisko. Bo przesadną odwagą nie jest zamachnięcie się na słomki, które stanowią jedynie 0,03 proc. problemu zalegającego w oceanach plastiku (ciekawe, jak Michał Piróg z Anią Rubik to policzyli?).

No, ale jak walczyć z tymi innym śmieciami? Wojna z butelkami oznaczałaby narażenie się wielkim koncernom, a te przecież organizują eventy, koncerty itd. Zwalczanie wszelkich opakowań – żywności i innych produktów – uderzałoby w reklamodawców. Ale są też inne pułapki. Bo co np. z prezerwatywami? Coś mi mówi, że połknięcie lateksu przez takiego morświna albo inną fokę może się skończyć dokładnie tak samo jak połknięcie słomki. To problem równie ważny jak plastikowe rurki, ponieważ tylko podczas Olimpiady w Londynie w 2012 r. zużyto 150 tys. gumek. A te, wiadomo, po zużyciu trafiły do śmieci, potem do Tamizy, a stamtąd prosto do oceanu. Ich nieużywanie jest równie istotne dla planety jak rezygnacja ze słomek. I teraz wyobraźcie sobie Państwo Huberta Urbańskiego mówiącego: „Zabijam delfiny. Regularnie”. Albo Roberta Biedronia: „Zamordowałem lodofokę grenlandzką”. Absurdalne? No właśnie tak absurdalne jak dyskusja o słomkach. Poważnych problemów się nie trywializuje i dlatego m.in. Kościół mówiąc o antykoncepcji, nie powie nigdy o ratowaniu środowiska i wyspie gumek pływających gdzieś na oceanie. A celebryci jak chcą ratować planetę, to niech przede wszystkim zaczną od siebie i na przykład zrezygnują z latania samolotami, bo to środek transportu najmniej ekologiczny ze wszystkich. Stać was na to? Pewnie nie. Więc dajcie sobie spokój z tą ekologiczną propagandą. 

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: