Pacyfiści z MSWiA

We wrześniu mija termin, w którym Polska powinna dostosować prawo do wymogów UE zawartych w tak zwanej dyrektywie Bieńkowskiej. Chodzi o radykalne ograniczenie dostępu do broni. Obecne polskie przepisy do liberalnych nie należą, dlatego zapowiedź kolejnych ograniczeń bulwersuje środowisko strzelców, muzealników i grupy paramilitarne.

Nowe restrykcyjne prawo Komisja Europejska uzasadnia potrzebą przeciwdziałania zamachom terrorystycznym. W odpowiedzi strzelcy podają przykłady aktów terroru, w których zabójcy posługiwali się bronią nielegalną, zaś żniwo ofiar było tak wielkie, bo na miejscu nie było nikogo, kto miałby broń i potrafiłby zneutralizować terrorystę. Rozbrojenie społeczeństwa, twierdzą miłośnicy broni, paradoksalnie sprzyja zamachowcom. Należę do pokolenia pięknoduchów, w którym dominowały postawy pacyfistyczne, dziś jednak wiem, kto sponsorował pacyfistów z Zachodu. Choć obrona wspólnoty to zadanie państwa, siła państwa bierze się również z siły i gotowości obywateli do samoobrony. Przykłady Izraela, Szwajcarii czy Finlandii dowodzą, że uzbrojeni i wyszkoleni obywatele są ważnym czynnikiem państwowego bezpieczeństwa. Polska jako kraj frontowy powinna brać przykład z tych państw. Powszechna zdolność posługiwania się bronią nie zagwarantuje nam na zawsze pokoju, ale może skutecznie zniechęcić „zielone ludziki” i ich mocodawców do rajdów w naszą stronę. Tymczasem rozwiązania przygotowane przez MSWiA idą w kierunku kompletnego rozbrojenia. Są jeszcze bardziej restrykcyjne, niż wymaga unijna dyrektywa. Regulacje przygotowywano w tajemnicy i gdy z początkiem sierpnia ujawniono ich treść, wywołały szok. Do ich autorstwa nikt nie chce się przyznać, wygląda na to, że powstały gdzieś w gabinetach urzędników średniego szczebla. Ujawnione niedawno życiorysy sędziego SN Iwulskiego i podporucznik Ewy Gawor ze stołecznego ratusza pokazują, jak silna jest strategia przetrwania dawnego aparatu komuny. Czyżby w resorcie MSWiA było podobnie? 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: