Najgorszy mecz w historii polskiej piłki

Stadion warszawskiego Marymontu lata świetności ma już za sobą. To całkiem inaczej niż drużyna piłkarska baru „Ulubiona” i ich rywale z „Kartoflisk”. Te nie tylko nie mają za sobą żadnej chwalebnej przeszłości, ale nie czeka ich też absolutnie żadna świetlana przyszłość. Dlaczeg więc mecz z udziałem tej zbieraniny amatorów obejrzało po raz kolejny blisko 1000 osób?

Na stadionie Marymontu wszystko jest wybitne. Od walącej się trybuny z zadaszeniem, przez ruinę budynku klubowego, po całkiem niezłą murawę. Dlaczego wybitne? Amatorzy tego typu budowli wskazują, że całość została wpisana do Gminnej Ewidencji Zabytków. Powstałe w latach 50. obiekty są „cennym dziedzictwem architektury modernizmu”. Zaprojektował je Stanisław Barylski, architekt zasłużony w odbudowie Warszawy. Dziś całość trzyma się dosłownie na zardzewiałym drucie i obietnicach kolejnych władz dzielnicy, że zabytek odzyska blask. A kiedyś błyszczał – tu stawiał swoje pierwsze kroki Kazimierz Górski, a jeden z najwcześniejszych meczów w młodzieżowej reprezentacji Francji zagrał sam Zinedine Zidane.

Nie ma futbolu bez alkoholu
To było jednak dawno. A niedawno? 15 sierpnia nad ruinami marymonckiego obiektu przeleciały samoloty zmierzające na defiladę z okazji Święta Wojska Polskiego, w tym supernowoczesne, amerykańskie F-22 Raptor. W tym samym czasie na boisku spotkały się drużyny „Ulubionej” i „Kartoflisk”. To ostatnie brzmi może mało spektakularnie, ale trzeba Państwu wiedzieć, że to nie Raptory, lecz ten mecz przyciągnął tłumy, jakich Marymont nie widział od dekad.
Mecz oficjalnie odbywał się pod nazwą „Dno Dna 2” – to kolejna edycja potyczki amatorskich drużyn, które przystępują do oficjalnych, najniższych rozgrywek Pucharu Polski tylko po to, by dobrze się zabawić i przy aplauzie licznie zgromadzonej publiczności natychmiast z nich odpaść. Całość ma znakomitą oprawę – jest sędzia, siatki na bramkach i siatki piw na trybunach. – Nie ma...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: