Terroryści

Lider ruchu Obywatele RP w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zapowiedział, że w walce z rządem Prawa i Sprawiedliwości należy spodziewać się ataków terrorystycznych. To kolejny poważny sygnał, że postkomuna w wojnie o swoje interesy jest zdolna posunąć się do przemocy. I otwarcie tym grozi.

Paweł Kasprzak (ten od jeżdżenia w bagażniku, kreowany na lidera ruchu „obywatelskiego”) w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mocno narzekał na posłów opozycji, że nie uczestniczyli w próbie przedostania się do sejmu. Plan zakładał wdarcie się na sejmowy dziedziniec w czasie, gdy uchwalano ustawę o Sądzie Najwyższym, i okupowanie go – wraz z posłami opozycji. Jednak, jak Kasprzak szczerze wyznał, posłowie PO nie przystali na udział w tym projekcie. Z jakiego powodu? „Umawialiśmy się z PO i Nowoczesną, że dostaniemy się tam z ich posłami, ich samochodami. Samochód Ryszarda Petru nie był brany pod uwagę, a skorzystaliśmy z niego (…), co było niezgodne z ustaleniami i zostało uznane za nielojalność. Jestem idiotą politycznym – mówi samokrytycznie Kasprzak. – Nie przewidziałem, że Schetyna (…) nie zechce wyjść do nas i stanąć obok Petru”. I wszystko jasne – to, że Kasprzak wjechał na teren sejmu w bagażniku Petru, zdecydowało o braku poparcia PO dla tej inicjatywy. Nie jest jasne, czy Kasprzak dysponował bagażnikiem Schetyny czy Neumanna, ale wsiadł do Petru, czy też nie miał wyboru, dość że to, jego zdaniem, przesądziło, iż Schetyna „nie wyszedł”. Plan zakładał też okupowanie terenu sejmu aż „do rozpoczęcia negocjacji. Nawet nie z nami, ale z Komisją Europejską”. Kasprzak nie podaje, czy komisarze w Brukseli byli powiadomieni o roli, jaką mają odegrać w sprawie (i czy ustalono z nimi kwestię bagażników). Dodaje natomiast: „Jestem przekonany, że gdybyśmy założyli protest na tym dziedzińcu, ludzie by przyszli pod sejm masowo”. Czemu Polacy mieliby przyjść tam masowo, gdy Kasprzak z kolegami wwiezieni w bagażnikach posłów PO i Nowoczesnej okupowaliby dziedziniec...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: