Koniec cieplarni

Czasem wypada ruszyć cztery litery zza biurka i wybrać się w teren. Tak wydedukowaliśmy z redaktorem Liziniewiczem i na zaproszenie Klubowiczów „GP” udaliśmy się do Wrześni. Przez długie godziny rozmawialiśmy z mieszkańcami i działaczami społecznymi o tym, co dzieje się pod glazurą propagandy, jaką od lat uprawiają tamtejsze lokalne władze.

Usłyszeliśmy o wszechmocy deweloperów, zblatowaniu części tamtejszych mediów z Urzędem Miasta i kontrowersjach, jak na przykład zarzuty kierowane przez wrześnian pod adresem burmistrza, że ten od lat obraca (z zyskiem) gruntami w mieście. Zobaczyliśmy na własne oczy takie cuda jak zbudowany za miliony złotych „punkt przesiadkowy”, który według złośliwych ma służyć nie do przesiadki, lecz jako parking dla powstającego na terenach dawnego „Tonsilu” centrum handlowego. Usłyszeliśmy historie o prywatnych drogach i kanalizacji, które – dzięki pieniądzom z UE – ciągnie się, wbrew planom, do działek należących do polityków i prywatnych przedsiębiorców. Ktoś powie: – Takich historii jest pełno. Owszem. Dlaczego jednak najbardziej niezadowolony z przyjazdu „Gazety Polskiej” do Wrześni okazał się lokalny poseł… Prawa i Sprawiedliwości? Podobno PiS nie ma nic do powiedzenia we wrzesińskiej polityce (jak twierdzą wspomniani złośliwi, dzieje się tak na własne życzenie PiS). A jednak to politycy tej partii apelowali do naszych Klubowiczów, by ci się z nami nie spotykali i nie opowiadali o sytuacji w mieście. „To może zaszkodzić” – mieli usłyszeć Klubowicze. Komu miałaby zaszkodzić nasza wizyta i opisanie elektryzujących wrześnian tematów? Czyżby „układowi zamkniętemu”, który nie sprowadza się jedynie do trzymających od lat Wrześnię polityków PO-PSL? Cóż, o cieplarnianych warunkach, w jakich wbrew deklaracjom o konieczności Dobrej Zmiany żyją niektórzy politycy prawicy, słyszymy od naszych Czytelników od dawna. Czas zacząć opisywać te warunki. Wybory samorządowe tuż-tuż. Będzie okazja na prawdziwą Dobrą Zmianę. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: