Musimy pokazać światu prawdę

Wojna, okupacja, Powstanie – to była najlepsza szkoła życia. Widziałem, jak mój ojciec, stryj, jak moi bliscy pracują i walczą za wolność Polski. To jest przykład, którego nie sposób wymazać z pamięci. Z prof. Juliuszem Kulskim rozmawia Jakub Augustyn Maciejewski


Czy zastanawiał się Pan kiedyś, kim byłby Pan w wolnej Polsce, gdyby nie II wojna światowa?

Zawsze chciałem być oficerem Wojska Polskiego, najchętniej kawalerii.

No to długo by Pan nie posłużył, bo w 1945 roku kawalerię ostatecznie zlikwidowano.

Pozostawały czołgi. Jak miałem 9 lat, to już prowadziłem czołg, mój wuj był starostą bydgoskim i gdy mnie zaprosił do siebie, to zorganizował mi taką rozrywkę. Marynarka wojenna i samoloty mnie nie interesowały.

A kim byliby Pańscy koledzy? Możemy dość trafnie przewidywać, że kariera Pańskiego drużynowego, Ludwika Bergera, dalej potoczyłaby się w stronę reżyserii.

O tak, on był bardzo ambitny, niezwykle uzdolniony, grał na deskach teatru w różnych częściach Polski. W konspiracji porywał nas swoimi zdolnościami, czasem organizował zbiórki w nocy, stawaliśmy wokół niego, a on opowiadał nam o historii albo recytował całe obszerne fragmenty Słowackiego czy Norwida. To były niezapomniane doznania. Ci, którzy przeżyli, wyrośli często na fachowców w swoich dziedzinach, jak mój przyjaciel lekarz z Bydgoszczy Janek Domaniewski czy koledzy z powstania, jak Andrzej Budzyński i Janusz Prażmo.

Niemcy mieli w Warszawie twardy orzech do zgryzienia z Polakami.

Niemcy zrobili wielki błąd podczas kapitulacji Warszawy w 1939 roku, że zgodzili się, aby ratusz, podstawowa administracja okupowanego miasta, pozostawał w rękach polskich. Już po wojnie rozmawiałem o tym z Janem Nowakiem-Jeziorańskim i obaj doszliśmy do wniosku, że bez tego konspiracja nie mogłaby działać. Wszystkie te urzędowe kontakty,...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: