Najmniej jaskiniowa z grot. Pieczara zatoki Ha Long

Bez wątpienia to właśnie wapienne skały Ha Long sprawiły, że wietnamska zatoka znalazła się w gronie szczęśliwej siódemki zwycięzców rankingu Nowych Cudów Natury „New7Wonders” (nasze Mazury jako jedyne z Europy uplasowały się w pierwszej piętnastce). Wapienne skały w połączeniu z obfitymi opadami okresu monsunowego sprawiają, że Ha Long to raj dla speleologów. Jedną z największych i najpiękniejszych tutejszych jaskiń jest Hang Đầu Gỗ.

– Halo, halo! Proszę państwa! Prędzej, prędzej! Za mną! Chciałbym wam coś pokazać! – wyraźnie podekscytowany przewodnik ewidentnie szykuje nam jakąś niespodziankę.
– Już, już... Jeszcze tylko kilka ujęć. Ta pieczara wygląda naprawdę zjawiskowo – bezskutecznie próbuję zbyć natręta, robiąc zdjęcia wspaniałych nacieków skalnych Hang Đầu Gỗ.
– Nie, nie... To nieistotne, naprawdę. Zapraszam tutaj. Skośnooki opiekun naszej grupy najwidoczniej bawi się coraz przedniej.
Wreszcie nadchodzi tak długo wyczekiwana przez niego chwila. Przewodnik z dumą przedstawia największą, jego zdaniem, gratkę zwiedzanej jaskini: gigantyczny stalaktyt wiszący nad naszymi głowami.
– Pytanie za sto punktów: co on wam przypomina? Hi-hi-hi... – przyznam, że Wietnamczyk staje się powoli irytujący z tym swoim nieustannym chichotem. Już po tych przyduszanych śmiechach można było się domyślić, do czego zmierza. Ale i tak dla pewności wyjaśnia zwiedzającym. Oto nad nami wielki skalny fallus.

Znajdujemy się w największej pieczarze wietnamskiej zatoki Ha Long. Turyści, którym ciężko przechodzi przez gardło wietnamskie „Hang Đầu Gỗ”, często nazywają ją „Grotą des Merveilles”. Nazwę wymyślili Francuzi, pierwsi znani biali podróżnicy, którym już pod koniec XIX wieku było dane zobaczyć nieznaną dotychczas zachodniej cywilizacji jaskinię.

Nie ma co ukrywać, że od tamtej pory w pieczarze wiele się zmieniło. Pragmatyczni Azjaci przystosowali grotę do celów turystycznej eksploracji. Uczynili to nad wyraz...
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: