Kraków mój widzę nowoczesny. Dam sobie radę i z Jackiem Majchrowskim, i z Donaldem Tuskiem

To ma być miasto, w którym ludziom dobrze się żyje. Najpierw będziemy musieli załatwić główne problemy mieszańców – smog, udrożnienie ciągów komunikacyjnych. Rozwiązalibyśmy zaniedbania wielu lat – z Małgorzatą Wassermann, przewodniczącą komisji śledczej ds. Amber Gold i kandydatką na prezydenta Krakowa, rozmawia Wojciech Mucha.


Pani Poseł, ile jest dzielnic w Krakowie?
Osiemnaście.

To było łatwe. To teraz coś trudniejszego. Wie Pani, dlaczego Marek Lasota, kontrkandydat Jacka Majchrowskiego, przegrał wybory w 2014 r.?
Dlaczego?

Prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie chciał ich wygrać. Zresztą od lat w Krakowie nie pojawił się kandydat prawicy, który przekonałby kogokolwiek poza twardym elektoratem.
I? Ja te wybory chcę wygrać, dlatego ta diagnoza raczej mnie nie dotyczy. Ludzie w Krakowie znają mnie od dawna. I to nie tylko z mojej działalności prawniczej, adwokackiej, z działalności poselskiej mojego ojca. Wydaje mi się, że jestem w stanie do siebie przekonać wyborców niezdecydowanych i tych, którzy do tej pory mieli prawicowe poglądy, ale głosowali na Jacka Majchrowskiego.

Z sondaży wynika, że tych, którzy nadal chcą na niego głosować, wciąż jest bardzo dużo. Dlaczego tak jest?
Moja diagnoza jest prosta – nie ma w Krakowie ani jednego ośrodka, który nie byłby powiązany z obecnie urzędującym prezydentem. A co za tym idzie – nikt nie pokazuje, jakie są realne problemy Krakowa. I zawsze jest tak, że na początku kampanii wyborczej urzędujący kandydat ma na starcie sondażową przewagę.

Pani ma wizerunek dynamicznej prawnik, jest Pani znana szerszej publiczności z aktywności w komisji śledczej ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. Co nie bez znaczenia, jest Pani córką tragicznie zmarłego Zbigniewa Wassermanna. Ale te argumenty nie przekonają w Krakowie nikogo spoza twardego elektoratu PiS. Jak Pani...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: