Totalna walka o status quo

Gadka o tym, że ktoś jest „apolitycznym politykiem” to jedno z największych kłamstw w świecie – nomen omen – polityki. Podobnie jest z zarzutem, że oto coś w tym świecie polityki, jakieś działanie, jest „polityczne”.

Mistrzem w takim bajaniu jest Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa od 2002 r. (kiedyż to było?). Sędziwy profesor od lat utrzymuje, że trzyma się „z dala od polityki”. I co jest najciekawsze, pod Wawelem nie brak ludzi, którzy w tę śpiewkę uwierzyli. Są szczerze przekonani, że Majchrowski jest gwarancją tego, że „nasza chata z kraja”, że „ci z Warszawy nie przeniosą im stolicy do Krakowa” i że „miasto kultury i architektury” będzie żyło w spokoju i szczęściu. Tymczasem nic z tych rzeczy.
Jacek Majchrowski właśnie podpisał oficjalny sojusz z totalną opozycją, a konkretnie z jej najbardziej rozpoznawalnymi twarzami – Grzegorzem Schetyną i Katarzyną Lubnauer. Wszedł w jedne buty z PO i nowoczesną, ale także z PSL-em i SLD. Z tymi dwoma ostatnimi jest zresztą „na haku” od lat. Zieloni i czerwoni okupują miejskie instytucje w Krakowie, strzegąc biznesów „wiecznego Jacka”.
Twardy orzech do zgryzienia ma więc Małgorzata Wassermann. Stojąc naprzeciwko armii Majchrowskiego, którą ten sobie przez 16 lat skutecznie hodował, armii dziś wspieranej przez „totalnych”, musi wiedzieć, że ma wsparcie mieszkańców i działaczy społecznych. Ktoś musi rodowitej krakowiance naświetlić gros problemów, z którymi boryka się miasto, uczulić na wszystkie triki „majchrowszczyzny”. Jak ten ostatni, kiedy w wywiadzie dla lokalnej „Gazety Wyborczej” obecny prezydent Krakowa powiedział: „Jeżeli uważają [prawica – przyp. WM], że krakowska koalicja jest »anty-PiS-em«, to oni są blokiem »anty-Majchrowski«. Ale najważniejsze: popierające mnie środowisko jest tak różnorodne, że likwiduje to wszelkie polityczne uwarunkowania”.
Jacek Majchrowski trochę się zagalopował. Zapomniał bowiem o najważniejszym celu „koalicji”, mogącym być jednocześnie...
[pozostało do przeczytania 1% tekstu]
Dostęp do artykułów: