Nie będzie Tuska na białym koniu

Totalna opozycja nie może zaliczyć mijającego tygodnia do udanych. Skompromitowała się w oczach Polaków, organizując rokosz w rocznicę polskiego parlamentaryzmu. I zaraz potem otrzymała od Donalda Tuska jasny sygnał: „Nie jestem zainteresowany walką polityczną w kraju”.

Trudno pojąć, co panie i panów Brejzę, Grabca, Zembaczyńskiego, Gasiuk-Pihowicz, Sawickiego i Zgorzelskiego nakłoniło do zbojkotowania uroczystości 550-lecia parlamentaryzmu Rzeczypospolitej. W ten sposób te tuzy polityki zakwestionowały tradycje polskiego parlamentaryzmu – to nie było święto PiS, tylko polskiej państwowości. Doraźna walka polityczna została tak daleko posunięta, że postanowiono uderzyć w święto ponadpartyjne, rocznicę fundamentalną dla charakteru polskiej demokracji nie w perspektywie roku czy dwóch, ale 550 lat!

Pan Jan Grabiec oświadczył, że on „nie wie”, po co były te uroczystości i czemu miały służyć. I szczerze mówiąc, ja mu wierzę – myślę, że naprawdę nie wiedział. Z kolei usiłując zakłócić organizację tego wydarzenia i zniszczyć jego rangę, pan Grabiec i jego koledzy udowodnili, że w tradycji polskiego parlamentaryzmu są nic nieznaczącym epizodem, jakimś nieporozumieniem. Posłowie PO i Nowoczesnej zademonstrowali brak kompetencji do pełnienia funkcji polskich parlamentarzystów – nie rozumiejąc istoty tej rocznicy. Wpisali się także (nie po raz pierwszy) w tradycję zrywania sejmów i rokoszów organizowanych przeciw demokracji parlamentarnej.

Pajacowanie PO i Nowoczesnej na ulicy czy w wynajętej od SDP sali na Foksal nie zakłóciło uroczystego posiedzenia Zgromadzenia Narodowego. Towarzystwo to – w odróżnieniu od prezydenta, który wystąpił z orędziem – nie miało tego dnia Polakom nic istotnego do powiedzenia. Nic, co mówiłoby o republikańskiej tożsamości Polaków, o ich przywiązaniu do parlamentarnej demokracji i odrzuceniu przez nich pozademokratycznego, nielegitymizowanego przez powszechne wybory sprawowania rządów. Gdyby...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: