Teatr jednego aktora. Trump wzmacnia NATO

Wszyscy skupili się na groźbach Trumpa i „awanturze o kasę”, czyli o zwiększenie wydatków obronnych przez członków NATO. Krytycy prezydenta USA oczywiście ogłosili, że próbuje on zniszczyć Sojusz. Tymczasem jest wręcz przeciwnie, zaś decyzje, które jednomyślnie zapadły w Brukseli, wzmacniają natowski potencjał odstraszania Rosji.

Wraz z pojawieniem się Donalda Trumpa skończyła się era hiperpoprawnych politycznie szczytów NATO: spotkań upływających pod znakiem uśmiechów i poklepywania się po plecach, zjazdów towarzystwa wzajemnej adoracji, pełnych optymistycznych deklaracji, ale unikających trudnych tematów. Trump bywa wręcz grubiański? Tak. Zaskakuje zwrotami w swych wypowiedziach? Tak. Myli czasem fakty? Tak. Ale jest skuteczny. Scenariusz jest zawsze ten sam. Najpierw histeria, jak wtedy, gdy poszły „pilne”, że Trump zagroził wycofaniem USA z NATO, a potem okazało się, że niczego takiego nie mówił. Skoro tak się fałszuje słowa, to co dopiero powiedzieć o ich interpretowaniu? Awantura o kasę przysłoniła fakt, że ustalenia szczytu są bardzo złe dla Rosji. Od podniesienia wydatków na obronność, przez przyjęcie strategii 4x30 i zaproszenie Macedonii, po deklarację w sprawie Gruzji. Nie można też zapomnieć o krytyce Niemiec za ich współpracę z Rosją.
 
Powstrzymywać Rosję
Sojusz nie zmienia ani o jotę swojego stanowiska wobec Moskwy. Jej agresywne działania „stanowią wyzwanie dla NATO, podminowują euroatlantyckie bezpieczeństwo i międzynarodowy porządek oparty na rządach prawa” – czytamy w deklaracji szczytu. Dokument wymienia długą listę działań Rosji, które Sojusz ocenia jako agresywne: aneksja Krymu, destabilizacja sytuacji na wschodzie Ukrainy, prowokacyjne wojskowe działania u granic NATO (w tym instalacja rakiet pod Kaliningradem), regularne naruszanie przestrzeni powietrznej Sojuszu, gigantyczne inwestycje w infrastrukturę wojskową, agresywna retoryka w kwestii broni atomowej, próby mieszania się w...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: