To zaczęło się od smoleńskiego krzyża

Tak jak inni, oglądałem poranne informacje. „Prawdopodobnie był wypadek”, „Spadł samolot”, „Ofiary będą wydobywane z wraku samolotu” – słyszałem słowa padające z ust prowadzącego, dane, które podawały różne media, i nie byłem w stanie przyjąć ich do wiadomości. Sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Przemysława Gosiewskiego. Obawiałem się, że był w tym samolocie, ale jego telefon był wyłączony. Odkąd go znałem, był to pierwszy raz, kiedy jego telefon nie odpowiadał. Przemek zawsze odbierał. To był człowiek, który pracował dla Polski cały czas, całym sobą. 10 kwietnia 2010 r. po raz pierwszy do mnie nie oddzwonił. Pamiętam tę ciszę w sobie po nieudanym połączeniu. Media, zdjęcia, komentarze, wywiady, oczy całego świata skierowane na Polskę – wrzawa i ta przerażająca cisza we mnie…
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze