„Zmartwychwstanie” dziennikarza. Historia z wieloma niewiadomymi

Świat [Życie i śmierć Arkadija Babczenki]

To nieetyczne, służby wykorzystały media, nie wolno stosować metod rosyjskich – sporo takich zarzutów pojawiło się po ujawnieniu przez władze Ukrainy operacji, w której upozorowano zabójstwo dziennikarza, aby schwytać zleceniodawców zamachu. – Na wojnie hybrydowej wszystkie chwyty są dozwolone – odpowiadają Ukraińcy. Tak, to prawda. Jeśli osiąga się cel. W „zmartwychwstaniu” Babczenki było nim złapanie za rękę – jako organizatora zamachu – rosyjskich służb. Więc gdzie są dowody? 29 maja w świat poszła informacja o zabójstwie w Kijowie Arkadija Babczenki, dziennikarza i korespondenta wojennego z Rosji, krytyka Kremla, emigranta politycznego. Babczenko przez parę lat był reporterem niezależnej „Nowej Gazety”. Wyjechał z kraju z rodziną w 2017 r., obawiając się o życie. Było więc naturalne, że winnych zamachu upatrywano w Moskwie. Niecałe 24 godziny później okazało się, że Babczenko jest cały i zdrów. Domniemany zamach był inscenizacją, która pozwoliła na udaremnienie
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze