Latynoska rzeka tajemnic. Z nurtem Orinoko

Można by napisać, że Orinoko to buzująca „krew Ameryki Południowej”. Pulsująca jednakowo energicznie co latynoska mentalność. Meandrując pomiędzy kontrastującymi ze sobą krajobrazami, odzwierciedla niejako złożoność tego kontynentu. Jego wielopoziomowość. Jego inność. Orinoko to najbardziej latynoska z rzek.

Plasuje się w gronie dwudziestu najdłuższych rzek świata (ma 2730 km i zajmuje 19. pozycję). Jednak to nie długość stanowi o jej sile. Sławę zawdzięcza niezwykłemu krajobrazowi, przez który przepływa. To dzięki niemu Orinoko jest jedną z najsłynniejszych rzek Ameryki Południowej.

Wypływa z zachodnich stoków grzbietu Sierra Parima ulokowanym na Wyżynie Gujańskiej, na granicy Brazylii i Wenezueli. Następnie płynie w kierunku najpiękniejszej na południowoamerykańskim lądzie delty. Wpierw przez niedostępną dla turystów dżunglę wenezuelskiego stanu Amazonas, stając się źródłem życia dla mieszkających tam Indian Yanomami.

To w wodach Orinoko Yanomami łowią ryby. To w wodach Orinoko się myją. Piorą ubrania, z niej czerpią wodę do picia. Rzeka stanowi dla nich jedyne okno na świat, przez które i tak wyglądają nader rzadko. To ona jest niemym świadkiem ich tajemnic, okultystycznych inicjacji szamańskich, dla niektórych wręcz boskim wcieleniem.

Następnie Orinoko wpływa na zmilitaryzowane tereny skorumpowanych często oddziałów wenezuelskiej armii Nicolása Maduro, nie tak dawno wybranego na kolejną kadencję prezydenta Wenezueli. Orinoko zręcznie omija stacjonujące u jej brzegów wojskowe bazy. Jej odnogi opływają w tym czasie tajne obozy kolumbijskiej partyzantki. Tej samej, która dostała od poprzednika wenezuelskiego dyktatora, Hugo Cháveza, ciche przyzwolenie na stacjonowanie w skoszarowanych pośród dżungli oddziałach, w niedostępnej zielonej głuszy Amazonas. Ze stałym dopływem gotówki, broni i benzyny. Wszystko w imię czerwonej rewolucji. Tej, która doprowadziła Wenezuelę na skraj gospodarczej zapaści. Do...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: