Potęga wyrosła ze slumsów. Miasto w ogrodzie

PODRÓŻE [Na krańcu Azji]

Skrzyżowanie świata, miasto lwa, chłosty i wszystkich najważniejszych banków świata. Singapur – miejsce, gdzie egzotyka przecina się z europejskim sznytem i wielkością w iście amerykańskim stylu. Oddajmy głos historykom: „Singapur był sceną najbardziej upokarzającej klęski Wielkiej Brytanii. Był źle zarządzany, nękany przestępczością i – jak mówiono – pełen gangów, złodziei, prostytutek i łazęgów. Dzielnica portowa była slumsem, mimo że działał port handlowy, położony naprzeciw wyspy Sentosa, a Royal Navy miała tu największy w imperium brytyjskim suchy dok. Ale złamano ducha Singapuru. To było miejsce, gdzie marynarze schodzili na ląd, żeby się zabawić i zapomnieć”. To cytat z książki Normana Daviesa „Na krańce świata”.Egzotyka z górnej półki Wstęp poczyniony przez przytoczenie znanego historyka jest może i mało zachęcający, jednak konieczny, by pokazać kontrast. Dziś bowiem Singapur nie ma nic wspólnego z azjatyckim lupanarem, jakim widzieli go
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze