Biznes + polityka = ekologia

Felieton [Okoniem]

Przez niemal trzy doby gdańskie ścieki płynęły wprost do Bałtyku. Sprawa – to oczywiste – budziła ogromne emocje. Wiemy już, iż władze miasta próbowały wprowadzić w błąd opinię publiczną co do prawdziwych przyczyn awarii, która wywołała potężne zanieczyszczenie środowiska. Byli jednak i tacy, którzy kompletnie nie zainteresowali się sprawą – to organizacje ekologiczne. Idę o zakład, że gdyby w tym samym czasie w internecie pojawiła się informacja, że w Puszczy Białowieskiej wycięto dwa zaatakowane przez korniki świerki, zastępy ekologów zostałyby postawione w stan najwyższej gotowości. Byłyby oświadczenia, monitoring puszczy, protesty. Zatoka Gdańska nikogo nie rusza, bo na proteście w sprawie ścieków tzw. ekolodzy mogli stracić, a nie zyskać. Nawet wywołani do tablicy przez dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie” mówili, iż nie mają czasu na Bałtyk, bo zajmują się Białowieżą. Czy coś działo się wówczas w puszczy? Nie. Za to tworzyło się gremium konsultacyjne, które
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze