Sprywatyzowane szambo

Felieton [Jedziemy]

Wywaliło. 2,5 tys. m sześc. szamba do rzeki znajdującej się w samym centrum tysiącletniego Gdańska. Do rzeki, która nieco dalej wpada do Bałtyku, w sąsiedztwie szerokich, piaszczystych plaż. U progu sezonu turystycznego. Nic się nie stało. Polacy, nic się nie stało. Z jednej strony można powiedzieć, że to wypadek, jaki zawsze może się zdarzyć. Katastrofy, w tym ekologiczne, mogą być spowodowane przez błąd ludzki, zwykły wypadek, tysiąc innych przyczyn. Kiedy jednak tego rodzaju zdarzenia dotyczą krytycznej infrastruktury publicznej, musi się pojawić cała seria pytań. Również natury politycznej. I nie chodzi tutaj o proste młotkowanie rządzącego Gdańskiem kolejną kadencję Pawła Adamowicza. Nikt przy zdrowych zmysłach nie obarcza go bezpośrednią odpowiedzialnością za wyłączenie pomp i uruchomienie zrzutu nieczystości. Jednak przy tym zdarzeniu widzimy jak w soczewce, jakie konsekwencje nieść może ze sobą prowadzenie przez lata polityki wycofywania się szeroko pojętego
     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze