Warszawski tygiel

Felieton [Pan Jacek dla ciebie]

Kampania wyborcza w Warszawie zaczęła się jak u Hitchcocka od mocnego uderzenia. Czy dalej tempo będzie rosło? Ja na razie sobie tego nie wyobrażam, bo minęły zaledwie dwa tygodnie, a ja mam wrażenie, że zdarzyło się w niej już niemal wszystko. Błędy ortograficzne na miarę „bóla”, spot ze zdjęciami z zagranicy jak niegdyś w kampanii społecznej PO, grillowanie w stylu PiS-u, czyli w garniturze i pod krawatem, a ostatnio kradzieże spotów. Brakuje jeszcze, aby Patryk Jaki poszedł do osiedlowego sklepiku, gdzie zapłaci banknotem o nominale 500 zł, którego większość Polaków nie widziała na oczy, a Rafał Trzaskowski zacznie skakać po krzesłach i bredzić o zbierającej się wodzie. Wtedy będziemy mieli już komplet. A i oczywiście konieczna jest jeszcze debata o debacie, w wyniku której starcie kandydatów w studio telewizyjnym będzie przypominać rozmowę dwóch robotów nakręcanych na sprężynę. Jeśli tempo będzie takie jak do tej pory, to z kampanią wyborczą wyrobimy się, zanim
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze