Zamach na Mundial. Kto może napsuć krwi Putinowi

Świat [Piłka nożna, polityka i Rosja]

Gdyby zachodni politycy nie byli hipokrytami, już dawno zbojkotowaliby mistrzostwa świata w piłce nożnej w Rosji – nawet zakazując udziału w nich swoim piłkarzom. I nie za sprawę Skripalów, ale choćby za aneksję Krymu, wojnę w Donbasie, zbrodnie wojenne w Syrii. Bojkotu więc Kreml nie musi się obawiać. Są inne, poważniejsze niebezpieczeństwa czyhające na kolejne po Soczi „igrzyska Putina”. Sukces wizerunkowy gospodarza Kremla i całego reżimu – to główny polityczny cel organizowanego przez Rosję mundialu. Główny cel ekonomiczny – to zapewnienie wielomilionowych kontraktów firmom należącym do przyjaciół prezydenta. Czyli generalnie to samo, co przy igrzyskach w Soczi. Tyle że tam kasa do podziału była dużo większa – koszt wyniósł 50 mld dolarów. Mundial to „tylko” 14 mld dolarów. Choć – jak zauważył, odpowiedzialny za przygotowania do mundialu wicepremier Arkadij Dworkowicz – suma ta odpowiada jednemu procentowi PKB Rosji. „Mogę stwierdzić, że bez Pucharu Świata nie
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze