„Sami sobie winni” – wrogowie Putina giną w dziwnych wypadkach

Opinie [Wypadki po rosyjsku]

Jest bezpieczniej dla Kremla, gdy jego wrogowie nie zostają otruci lub zastrzeleni, lecz giną w wypadkach, w przypadkowych okolicznościach – choćby absurdalnych. Wypadają z okien, toną w morzu, ich samoloty rozbijają się o niewielką brzozę. W ostatniej dekadzie wiele było takich nieszczęśliwych zajść. W listopadzie 2009 r. w areszcie w Moskwie zginął rosyjski adwokat Siegiej Magnicki. Prawnik był współpracownikiem brytyjskiego miliardera Billa Browdera, z którego firm Rosjanie wyprowadzili 230 milionów dolarów. Gdy Magnicki odkrył mechanizm wyłudzania pieniędzy przez rosyjski aparat państwowy, sam stał się obiektem ataków, wreszcie osadzono go w areszcie, gdzie zmarł 16 listopada 2009 r. Rosjanie stwierdzili, że adwokat był chory i zmarł z przyczyn naturalnych, ale Bill Browder chwilę przed jego śmiercią otrzymał tajemniczy telefon i usłyszał po drugiej stronie słuchawki odgłosy bicia i krzyk bólu. Ta ostentacja wiele Moskwę kosztowała, bowiem brytyjski biznesmen
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze