Wszystkie ręce na pokład

PiS-owcom wydaje się, że stworzyli bezpieczny świat, w którym nie muszą się już starać. Tymczasem triumfalizm i pycha zawsze kroczą przed upadkiem. W 2018 roku nadejdzie jeden węzłowy moment, od którego będzie zależeć najbliższa polityczna przyszłość. Są to oczywiście wybory samorządowe. I bynajmniej nie chodzi tutaj o ich wynik.

Wszyscy pamiętają, co stało się w 2014 roku. Jaką kompromitacją zakończyło się tworzenie nowego systemu informatycznego. Jak z całego kraju napływały głosy o licznych nieprawidłowościach, i nagle okazało się, że PSL jest pięciokrotnie niedoszacowany w sondażach. Pamiętamy, jak okupowano siedzibę PKW i jak aresztowano dziennikarzy, którzy to relacjonowali. Wtedy wystarczyłaby jedna iskierka rzucona przez Jarosława Kaczyńskiego, by skończyło się podpaleniem siedziby PKW i kilkudniową zadymą. Lider PiS-u ten moment jednak przeczekał i przekuł kryzys w sukces wyborczy rok później. Nie jestem przekonany, czy obecna opozycja zachowałaby się podobnie. W zasadzie jestem prawie pewien, że byłoby dokładnie odwrotnie. Marzeniem dzisiejszej opozycji jest doprowadzić do sytuacji, aby Polacy wyrzucili pisowców przez okna i wieszali ich na latarniach. Dlatego partia rządząca musi zrobić wszystko, aby wybory były uczciwe i przezroczyste. Już dziś należy zaprosić obserwatorów OBWE. Im więcej ich przyjedzie, tym lepiej. Należy zabezpieczyć systemy informatyczne przed ingerencją hakerów. Za wszelką cenę. To, że po drugiej stronie barykady zaczęło się hodowanie fanatyków, już widać. W ankiecie na stronach KOD-u 90 proc. respondentów uważa, że PiS sfałszuje wybory. PiS-owcy muszą być świadomi, że gra służb już się zaczęła, i skoro Rosja ingerowała w wybory w USA, to tym bardziej nie przepuści okazji u nas. Wybory 2018 to racja stanu i im szybciej to dotrze do wszystkich, tym lepiej.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: