Przez zmrużone oczy. Mnisi, smoki i palarnie opium

W powietrzu przyjemna woń wilgoci. Nie wiem, czy to znad Mekongu, do którego jest raptem kilkaset metrów, czy raczej z nieodległego lasu deszczowego. A może zapach dochodzi z tych dwóch kierunków?


Niedawno przeszła ulewa. Ostały się jeszcze po niej szerokie kałuże po obu stronach wąskiej jezdni. Chlup! To trzykołowy tuk-tuk wpadł w małe bajorko, które zrobiło się w niecce jezdni. Kierowca nawet się nie zatrzymuje. Siedzącemu na tylnej kanapie pewnie się spieszy. Jadą w kierunku centrum miasteczka. Ja też tam się udaję, ale piechotką. Większość zabudowań laotańskiego Luang Prabang (Louangphrabang) zawiera się w kwadracie dwa na dwa kilometry.

Po jej centralnej części dobrze jest się przejść z lekko zmrużonymi oczyma. Wtedy rzeczywiście – gdy nie będziemy zwracać zanadto uwagi na telefony komórkowe w rękach straganowych sprzedawców czy inne techniczne gadżety – mamy szansę poczuć się jak w latach 70. Bo de facto od tamtego czasu niewiele się tu zmieniło. Jedenaście palarni opium. Kilka sklepów. Siedzący na bruku chłopak zagadujący przechodniów i proponujący im noc z wynajętą dziewczyną. Ten sam bazar rozstawiany niezmiennie od dziesiątek lat na środku miasteczka. Tu także wszystko po staremu. Oprócz pamiątek w postaci lampionów czy torebek na herbatę w kształcie słoni nadal dostępna jest marihuana. Schowana gdzieś między kapustą a liśćmi bazylii. 300 kipów za kilogram. Wystarczy podejść i zapytać. Po chwili sprzedawczyni znaczącym gestem głowy przywoła syna. Ten już będzie wiedział, co robić dalej. Cały proceder ze stoickim spokojem obserwuje z zawieszonego nieopodal portretu Savang Vatthan, ostatni król Laosu. Dla Laotańczyków to człowiek bohater. Najprawdopodobniej zamordowany przez wietnamskich komunistów w obozie reedukacyjnym w Sam-Neua, położonym zupełnie niedaleko stąd. Też w północnym Laosie.

Ale dziś turyści do Luang Prabang przyjeżdżają nie po marihuanę. Mają inną atrakcję. Dziejącą się każdego dnia...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: