Twardy bój o środek

Tuż po rekonstrukcji, chwilę po tym, jak wyrzucono z rządu Antoniego Macierewicza, a opozycja dokonała samozaorania przy okazji ustaw o aborcji, politycy prawicy chyba uznali, że polityczna historia się zakończyła.

Mam wrażenie, że wielu z nich pomyślało: zwycięstwo PiS w wyborach jest pewne, a my w zasadzie nie musimy się starać i zajmować kampanią, tylko stopniowo odkręcać kurek z ciepłą wodą w kranie. Po tygodniu widać jednak, że niekoniecznie. Zaczęło się od wolty nowego ministra spraw zagranicznych w sprawie reparacji. Tematu ponoć nie ma, a debata jest potrzebna jedynie w Polsce. W domyśle, temu głupawemu twardemu elektoratowi, co to nic mu nie trzeba tłumaczyć, a on i tak na nas zagłosuje. Później okazało się, że będziemy wycofywać się rakiem ze sporu o Puszczę Białowieską. I co z tego, że 90 proc. ludzi zorientowanych w sprawie (w tym mieszkańcy okolic PB) poczują się oszukani? Ważne, żeby UE była zadowolona. Kornik drukarz na wieść o tym odetchnął z ulgą, ale jeszcze się zastanawia, czy głosować na PiS. Na koniec wyszła sprawa senatora Stanisława Koguta, którego senatorzy prawicy obronili. Ostatni casus pokazał, na jakich glinianych nogach stoi potęga PiS-u. Okazuje się, że wystarczyło raz dać zagłosować senatorom zgodnie z sumieniem i bez żadnych konsekwencji, a natychmiast przestali się liczyć ze zdaniem marszałków Stanisława Karczewskiego, Adama Bielana i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. No, ale może liczyli, że obrona Stanisława Koguta przed zarzutami prokuratury spodoba się elektoratowi środka. Przecież on wiele znosił i wszystko jest w stanie sobie wytłumaczyć. Sprytne. Do wyborów w 2023 r., bo przecież wszystkie najbliższe wygrali, będą się jednak musieli jeszcze bardziej postarać. Trzeba pokazać większą gibkość kręgosłupów w tym twardym boju.  




 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: