Nie ma pamięci o Auschwitz bez Pileckiego

„Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem” – zdążył szepnąć kuzynce, Eleonorze Ostrowskiej, kiedy 19 września 1940 r. został aresztowany w jej mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu przy al. Wojska Polskiego. Choć mógł się ukryć, wyszedł do stojącego w drzwiach żołnierza niemieckiego. Tak rozpoczęła się najbardziej heroiczna misja wywiadowcza rotmistrza Witolda Pileckiego.

„Transport wtacza się na bocznicę kolejową w Oświęcimiu. W świetle reflektorów, przy pomocy bicia pałkami, opróżnia się wagony. Krzyki Niemców, jęki bitych i szczutych psami więźniów, strzelanina – wydawało mi się, że znalazłem się w piekle” – 21 września 1940 r. Witold Pilecki (jako Tomasz Serafiński) stał się numerem 4859.

Od pierwszych dni w Auschwitz organizował siatkę konspiracyjną pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, gdzie potrafił połączyć socjalistów (Stanisław Dubois) z narodowcami (Jan Mosdorf). Bieżącym celem rotmistrza Pileckiego była jednak pomoc współwięźniom. Przez pralnicze komando i przy pomocy uciekinierów z obozu Pilecki wysyłał do gen. Stefana Roweckiego „Grota” raporty (przekazywane następnie na Zachód), informując, że Auschwitz nie jest zwykłym obozem pracy, lecz wielką fabryką zagłady. Możni tego świata nie chcieli jednak uwierzyć...

Docelowym zadaniem ZOW było wyzwolenie obozu – własnymi siłami (w końcu 1942 r. pion wojskowy liczył co najmniej kilkuset zaprzysiężonych konspiratorów, wyposażonych w broń wykradzioną ze zbrojowni SS), a także dzięki pomocy z zewnątrz. Aby do swojego planu przekonać gen. „Grota”, w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki, wraz z dwoma współwięźniami, uciekł z Auschwitz. Komenda Główna AK uznała jednak plan Witolda za zbyt niebezpieczny (sama załoga SS liczyła ok. 8 tys. osób).

Mając w pamięci te wydarzenia, podczas obchodów wyzwolenia obozu (27 stycznia) przez Armię Czerwoną, nie wolno zapomnieć o rtm. Pileckim. Przypominać o nim muszą prezydent Andrzej Duda i premier...
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: