Wielcy wykluczeni

Przekonał się o tym przed laty tak uwielbiany obecnie Władysław Bartoszewski. Jeszcze kilka lat temu media pokazywały go o wiele mniej chętnie, a „Gazeta Wyborcza” robiła sobie z niego niewybredne żarty. Wszystko zmieniło się od czasu, gdy Bartoszewski najpierw wypowiedział wojnę Kaczyńskim, a później zdecydował o podporządkowaniu się regułom gry dyktowanym przez media. Od tego momentu stał się uwielbianym starszym panem, od którego wszyscy powinni się uczyć. Inna sprawa, że od tego momentu jego słowa przestały już cokolwiek znaczyć, a on sam zajął się głównie trwonieniem niewątpliwego autorytetu i psuciem sobie końcówki ładnego przecież życiorysu.

Ale nie wszystkich udaje się ostatecznie przeciągnąć na stronę Salonu. Jarosława Marka Rymkiewicza, choć przyznano mu nawet „Nike”, kupić się nie udało. Ci jednak, którzy nie decydują się na dogadanie z Salonem, muszą zmierzyć się z jedną z kilku strategii. Mogą być systematycznie opluwani. Taką metodę zastosowano przede wszystkim wobec Lecha Kaczyńskiego, którego oskarżano o alkoholizm, szaleństwo, zapędy faszystowskie i wszystkie inne możliwe zbrodnie. Po śmierci, choć Salon na chwilę (bardzo krótką) zamilkł, do standardowej listy zarzutów dodano jeszcze pragnienia samobójcze. Inną metodą jest systematyczne przemilczanie czy pomijanie. Tomasz Burek i Wojciech Wencel są najlepszym przykładem takiej strategii. Jej odmianą jest delikatne sugerowanie, że osoby, która krytykuje Salon, nie można i nie należy traktować poważnie. Ten model ataku dotknął Zbigniewa Herberta, którego przemilczeć się nie dało, a którego poglądy odległe były od ortodoksji z Czerskiej. I wreszcie model ostatni, który zastosowano wobec Jana Pawła II, polega na takim przycięciu przekazu i postaci, by wygodnie wpasowały się w główny nurt medialny i nie psuły dobrego samopoczucia jego decydentom.

Atak na papieża

Początkowo, w latach 90., próbowano zastosować wobec papieża metodę otwartej walki i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: