Gdy na Galapagos za drogo. Nie tylko podwodna bajka

Nie trzeba być milionerem, by poczuć, jak smakuje egzotyczny świat podwodnego Ekwadoru, jednego z piękniejszych wybrzeży Ameryki Południowej. Podobnie jak nie trzeba od razu wydawać 800 dolarów i lecieć na słynne Galapagos.


Gdy przybędziemy na lotnisko największego miasta Ekwadoru, Guayaquil, z pewnością szybko zaczepi nas głośny Latynos. Chłopak uganiający się od jednego turysty do drugiego. W czapce z daszkiem i z garścią kolorowych ulotek w dłoni. Jeśli u słuchacza pojawi się najmniejszy objaw zainteresowania, marny jego los.

– Hola amigo, specjalnie dla ciebie! Doskonale wiem, po co tu przyjechałeś! – krzyczy, wciskając ulotkę przedstawiającą leniwe żółwie na tle powulkanicznego krajobrazu.
– Że jak, przepraszam? – mówi nieco skołowany turysta. – Nie, nie… Dziękuję...
– Jeszcze nie dziękuj! – odpowiada. – Nie sposób przecież być w Ekwadorze i nie zobaczyć najcudowniejszego archipelagu świata!

Gdy wreszcie rzucimy okiem na wręczoną nam siłą ulotkę, wszystko stanie się jasne. „Fascynujący spacer między żółwiami, gekonami, pingwinami, legwanami” – głosi duży napis nad zdjęciem z najbardziej cudacznymi zwierzętami. Nad nim widnieje tytuł: „Galapagos”. Bliżej ze stałego lądu już nie będzie. Archipelag wysp znajduje się zaledwie 1200 km na zachód od Ekwadoru.

– Amigo, nie dziękuj. Specjalna oferta: tylko dla ciebie. 800 dolarów – kontynuuje chłopak. Wtedy czar pryska. Niebiańska wizja sielankowych spacerów pośród egzotycznej flory nagle się urywa. 800 dolców to przecież worek pieniędzy. Dla wielbicieli morskich żółwi, dzikich ptaków czy wygrzewających się na skałach wielkich legwanów jest jednak jeszcze szansa. Prawdopodobnie nie powie nam o niej ów sprytny chłopiec spod lotniska. Bo za wiele by na tym nie zarobił.

Otóż niedaleko stąd, jakieś 150 km na północny zachód, rozciąga się jedno z piękniejszych wybrzeży Ameryki Południowej. Wskutek mnogości zamieszkujących...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: