Pro Publico Bono

Niemiecka gazeta „Süddeutsche Zeitung” ujawniła dokumenty, które nazwano „Paradise papers”. Dotyczyły one lokowania pieniędzy w rajach podatkowych przez światową elitę – polityków, sportowców czy artystów. Poza współpracownikami Trumpa i samą brytyjską królową są tam także czołowe postacie show biznesu, takie jak Madonna czy lider zespołu U2 – Bono.

Niemal w tym samym czasie świat usłyszał o seksaferach w Hollywood – po oskarżeniach Weinsteina o gwałty i molestowanie wyszły na jaw skandaliczne wyczyny homoseksualisty Kevina Spaceya. Notabene wyjaśniło się, dlaczego tak dobrze zagrał on postać prezydenta Underwooda w serialu „House of Cards” – wystarczyło „być sobą”. Właściwie nikogo nie powinny te skandale dziwić, a nawet więcej – za naiwnego należałoby uznać tego, kto by sądził, że Hollywood to coś innego niż jeden wielki kombinat spod znaku Czerwonej Latarni. To, że producenci czy reżyserzy wykorzystują aktorki chcące robić karierę –od dawna wiadomo. W końcu wśród najstarszych zawodów świata była także profesja aktorska i już starożytny „show biznes” był jak kawał łajna opakowany w jedwab. W tym wszystkim ważna jest inna kwestia. Otóż niektóre z owych salonowych gwiazd „robią” od lat za autorytety moralne, upominając cały świat naokoło i wskazując, jak „należy żyć”. To w lipcu tego roku, na koncercie w Amsterdamie, Bono otwarcie wsparł polską opozycję i wykrzykiwał: „Naszym braciom i siostrom w Polsce zabiera się wolność!”. Z lubością podchwyciły to nadwiślańskie lewackie media, przyklaskując muzykowi. Tymczasem okazało się, że Bono jest tak bardzo za wolnością, że przeniósł ją nawet na sferę finansową i podatkową. Według hasła „Naszym pieniądzom zabiera się wolność!”. To dlatego postanowił uwolnić swe zarobki od obciążeń, przenosząc je na jakieś Kajmany, Bermudy czy inne Wyspy Zielonego Konta. Tam już mogły się stać – jak podpowiada tytuł singla U2 – całkiem „Invisible”.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: