Nie ma czego świętować

Reformacja, przynajmniej z punktu widzenia katolika, nie jest szczególnym powodem do świętowania. 500. rocznica powstania ruchu wywołała dyskusję wśród samych katolików, która ujawnia podziały wewnątrz Kościoła katolickiego.

Kilkanaście dni temu sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch bp Nunzio Galatino oznajmił, że reformacja Marcina Lutra była „wydarzeniem Ducha Świętego” i jest ona prawdziwym wyrazem zasady „Ecclesia semper reformanda”. Na te słowa natychmiast zareagował były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller, który zdecydowanie zaznaczył, że jeśli reformacja miała coś wspólnego z Duchem Świętym, to raczej to, że była rewolucją przeciw Niemu i nie miała nic wspólnego z reformą, ale była w istocie „totalną zmianą fundamentów wiary katolickiej”. „Luter odrzucił wszystkie zasady wiary katolickiej, Pisma Świętego, Tradycji Apostolskiej, Magisterium Papieży i Soborów, biskupstwo” – mówił kardynał. To zaś oznacza, że jego działania nie można określić jako wypływającego od Ducha Świętego, ten bowiem pomaga Kościołowi zachować pełnię nauczania w jej ciągłości. Ta dyskusja pokazuje nie tylko poziom niewiedzy biskupów katolickich na temat reformacji, ale także poziom zamieszania doktrynalnego. Ekumenizm nie jest jednoznaczny z ignorowaniem prawdy o Kościele ani tym bardziej nie ma oznaczać, że odrzucenie ogromnej części katolickiej Tradycji przez Marcina Lutra przestaje się liczyć. Ekumenizm to nie relatywizm, ale dążenie do jedności w Prawdzie wszystkich chrześcijan. Udawanie, że różnic nie ma, jest działaniem antyekumenicznym. Warto o tym wraz z kard. Müllerem przypominać.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: