Putin i prezenty

Dodano: 24/10/2017 - Nr 43 z 25 października 2017

Felieton [Widziane z Brukseli]

Przyznaję, że nie dałem Włodzimierzowi Putinowi żadnego prezentu na 65. urodziny. Ze skąpstwa. Dla zasady. No, chyba żebym rózgę mu przesłał. Gdybym był złośliwy, podarowałbym mu… kota., bo on akurat uwielbia psy. Otrzymał zresztą kilka takich „psich” prezentów. 17 lat temu dostał sukę rasy labrador. Sprezentował ją ówczesny minister do spraw nadzwyczajnych Siergiej Szojgu. Connie była ulubienicą Putina, a sprytny Szojgu jest w tej chwili wpływowym szefem MSW. Siedem lat temu Putin dostał od premiera Bułgarii Bojko Borisowa paromiesięcznego owczarka. Nie wiem, jakie są losy psa ‒ wabił się Buffy, ale sam Borisow został znów szefem rządu w Sofii. Pięć lat temu gospodarz Kremla otrzymał od Japończyków psa ichniejszej rasy akita. Wabił się Jume, czyli marzenie. Głaszcząc go, mógł sobie Putin pomarzyć, że kiedyś będzie, jak było dawniej: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Cóż, marzenia nic nie kosztują… Ostatnim psem w prezencie był ten od prezydenta Turkmenistanu
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze