Patogenem w obronę terytorialną

„Patogen informacyjny”. Cóż to takiego? Choć sama nazwa brzmi jak określenie z pogranicza medycyny i prasoznawstwa, jest niezwykle ciekawą teorią na temat rozprzestrzeniania się dezinformacji.

Teorię tę przedstawił podczas warszawskiej Konferencji Security Case Study – „Dezinformacja w dobie mediów społecznościowych (SCS 2017)” – płk Remigiusz Żuchowski. Jak czytamy w serwisie cyberdefence24.pl, ten patogen to specjalnie modyfikowana informacja, która ma na celu zmuszenie odbiorcy do określonego zachowania. Na tym jednak nie koniec. Zmodyfikowany w ten sposób przekaz sam w sobie posiada zdolność kreowania rzeczywistości. Brzmi skomplikowanie? W praktyce chodzi o taką (dez)informację, która skłania jej odbiorcę do podania newsa dalej, wywołuje określone emocje lub zmusza do zajęcia stanowiska przez władzę. Ten patogen to także sztucznie generowany szum informacyjny, który ma na celu „przykrycie” ważnych informacji poprzez zbombardowanie odbiorcy natłokiem danych, powodującym niemożność dotarcia do ważkiego przekazu lub jego całkowite odcięcie się od źródeł danych (mediów).

Taka patologiczna informacja jest tak skonstruowana, aby docierać do pojedynczych osób, które niczym zarażona jednostka podadzą ją dalej, umożliwiając rozprzestrzenianie się zakażonej treści. Nie łudźmy się – dzisiejsza technologia pozwala na spreparowanie takiego komunikatu, który będzie doskonale sprofilowany pod konkretnego odbiorcę. Wystarczy do tego pobieżna analiza zachowania przysłowiowego Kowalskiego podczas przeglądania stron internetowych lub jego aktywności na portalach społecznościowych (co lubi, co komentuje, co udostępnia). Wycelowanie komunikatu do określonego „targetu” jest dostępne już na poziomie zakupu reklamy na Facebooku. Cóż więc to za problem dla potężnych „farm dezinformacji”?

Jak czytamy w relacji z wykładu, płk Żuchowski omówił również zasady długotrwałego przekazu. Chodzi o doprowadzanie do polaryzacji społeczeństwa, a...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: