Nie będę pisał o...

Mam dość. Nie będę pisał o rzeczach tak powtarzających się, że już wręcz nudnych, albo tak żenujących, że aż hadko otwierać komputer.

Uprzejmie informuję zatem, że nie będę pisał:
– o epistolarnej sztuce Fransa komisarza Timmermansa, który czepia się Polski jak rzep psiego ogona lub też jak pijany płotu. Chyba raczej to drugie w kontekście ostatniej, zastanawiającej wypowiedzi pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, gdzie znawca Timmermans porównywał nacjonalizm do alkoholizmu, mówiąc, iż jedno i drugie to jak „chwila egzaltacji, a potem ból głowy”. Doprawdy, być może jest tak, że „jak wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i ony”, ale jako żywo nie pamiętam, aby ów reprezentant Królestwa Niderlandów w KE zajmował się alkoholizmem w swoich publicznych wypowiedziach w roku 2014 czy 2015, na początku swojej roboty w Brukseli. Ale może jest tak, że „z kim przestajesz, takim się stajesz”, jak mówi kolejne polskie przysłowie;
– o inwigilacji mojego imiennika Petru, który dzięki temu tematowi istnieje w mediach, bo nie jest w stanie przecież zaistnieć z powodów merytorycznych;
– o radnych z hiszpańskiego miasta Pampeluna, którzy nie chcieli uchwałą potępić zamachu w Katalonii. Prawdopodobnie byki przeganiane ulicami tegoż miasta raz w roku są mądrzejsze od miejscowych samorządowców;
– o lewicowej burmistrz Barcelony, która nie zgodziła się parę miesięcy temu na ogrodzenie Rambli specjalnymi zaporami, dzięki czemu terroryści z Maroka mogli wjechać na najbardziej uczęszczany deptak katalońskiej stolicy;
– o policji francuskiej, która stwierdziła, iż człowiek, który wjechał ciężarówką w wiatę autobusową w Marsylii, był psychicznie chory, ale nie chciała podać jego narodowości (!) oraz wezwała mieszkańców, aby nie pojawiali się w najbliższym czasie w tych okolicach, jakby sugerując, że choroba psychiczna jest zaraźliwa;
– o tych, którzy płaczą nad losem ofiar dezubekizacji, nie zająknąwszy się...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: