Nowy okrągły stół


Przez ostatnie dekady mniej lub bardziej aksamitne porozumienia skompromitowanych polityków z namaszczonymi przez nich następcami obowiązywały jako metoda przekazywania władzy.

Mija bez mała 30 lat, odkąd zdefiniowany został w Polsce system polityczny nazwany zamiennie „Trzecią RP” albo „Postkomunizmem”. System, opierający się na porozumieniu skompromitowanych komunistycznych elit ze wskazanymi przez nie sukcesorami, funkcjonował od przełomu lat 80. i 90. w całej strefie postsowieckiej Europy. Przez ostatnie dekady mniej lub bardziej aksamitne porozumienia skompromitowanych polityków z namaszczonymi przez nich następcami obowiązywały jako metoda przekazywania władzy. Tak Borys Jelcyn oddał władzę Władimirowi Putinowi, to w ten sposób Władimir Putin pożyczył część władzy Dmitrijowi Miedwiediewowi, z zachowaniem wszelkich proporcji w taki sam sposób Donald Tusk oddelegował do rządzenia Ewę Kopacz. Wspólnym elementem takiej metody sukcesji jest gwarancja bezkarności. Putin zagwarantował Jelcynowi spokojną i daleką od krat więziennych starość. Miedwiediew zapewnił spokój i bezpieczeństwo Putinowi na trudny czas przerwy w pełnieniu roli prezydenta Rosji. Ewa Kopacz zagwarantowała Tuskowi, że żaden prokurator czy śledczy nie będzie pytał go o ambergoldy czy Smoleńsk. Ten sam scenariusz marzy się w tej chwili przegranej w ostatnich wyborach polskiej elicie postkomunistycznej. To dlatego ze sceny pod Sądem Najwyższym Frasyniuk, wspierany przez komunistów takich jak Cimoszewicz, Kwaśniewski czy Wałęsa, zaklina rzeczywistość krzycząc: to wy będziecie następną partią rządzącą. To wśród was, wśród młodych jest kolejny lider. Problem postkomunistów polega jednak na tym, że dziś młodzi ich odrzucili. Chcą radykalnej przebudowy Polski. Elity postkomunizmu o tym wiedzą. Wiedzą też, że ich partie się skompromitowały. Wskazani następcy zawiedli, wyjeżdżając na różne Madery w święta sześciu króli. Na gwałt potrzebni są więc inni. Tacy, z którymi...
[pozostało do przeczytania 7% tekstu]
Dostęp do artykułów: