Ni tak, ni siak

Taki Schetyna to jest biedny gość. Już się wydawało, że sprawa uchodźców przycichła i można zmącić ludziom w głowach, twierdząc, że PO nigdy nie była za ich przyjmowaniem, a tu buch, nagle znowu Unia zaczęła się srożyć, grożąc Polsce, Węgrom i Austrii. Trzeba więc było natychmiast po raz kolejny zmienić front – i na powrót stać się zwolennikiem imigracyjnej polityki Unii. Schetyna i reszta jego ekipy stanęli właśnie w rozkroku: z jednej strony mają przed oczami gigantyczny słupek badań opinii społecznej, mówiący o zgodnym i chóralnym sprzeciwie Polaków wobec otwierania granic naszego kraju dla imigrantów, z drugiej zaś swych europejskich przyjaciół i de facto pryncypałów, którzy wysuwają żądania.

Stawanie imć Grzegorza w rozkroku przysparza frajdy obserwującym, bo Schetyna nie dość, że w szpagacie, to jeszcze musi żonglować wypowiedziami, w których raz jest przeciwny, a raz „za”, a raz nie do końca. Może szef PO wziął do serca wskazania Cześnika z fredrowskiej „Zemsty”, który mówił w trakcie pisania kłamliwego listu: „Tylko że to, mocium panie, aby udać… trzeba sztuki! Owe brednie, banialuki, to miłosne świegotanie… Jak tu zacząć, mocium panie?”. Pan na zamku w Odrzykoniu miał przy boku sekretarza – ślamazarnego Dyndalskiego – i zanim zaczął dyktować, wyjaśniał mu potrzebę matactwa, którego nie da się od razu rozszyfrować: „A tu trzeba pół, ćwierć słowa. Ni tak, ni siak – niby owa! O, już wiesz no, na tym sztuka!”. Musiał to Schetyna jak Dyndalski pilnie słuchać i notować. Na szczęście nie ma w sobie energii Cześnika. Raczej jak jego sługa – „stawia tytle niezbyt skoro”. A gdy przychodzi do przemiany politycznych pomysłów w czyn, wychodzi fatalnie. Jak wykoślawione „B”, co niby miało dwa brzuszki, lecz żadnej litery nie przypominało. 
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: