Róża wyrwana z kontekstu

Słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane w trakcie obchodów miesięcznicy tragedii smoleńskiej podchwyciły salonowe media i natychmiast obłożyły olbrzymią dawką hejtu i rechotu.

Jednak słowa te zostały całkowicie wyjęte z kontekstu. Zdanie „te białe róże, które tam widać, to właśnie symbol nienawiści i głupoty, skrajnej głupoty i skrajnej nienawiści” – odnosiło się do zaistniałych wydarzeń, kiedy ludzie z białymi różami wtargnęli w przestrzeń modlitwy i refleksji, przynosząc groźby, nienawiść, a nawet agresję fizyczną – uderzenie w twarz Adama Borowskiego. Odcięcie tego kontekstu i cytowanie samego zdania jako zabawnego quasi lapsusu językowego to po prostu zwykła nieuczciwość. I to wykonywana w stosunku do premiera Kaczyńskiego po raz kolejny. Dość wspomnieć sprawę „gorszego sortu” Polaków. Tu także słowa szefa PiS wyjęto z kontekstu, budując na tym cały gmach oskarżeń i konstruując fałszywy obraz lidera partii rządzącej, jako tego, który niby to uważa wszystkich swoich przeciwników za rodzaj „podludzi”. Tymczasem wypowiedź dotyczyła sprawy innej – tej mianowicie, że istnieją niestety w naszym kraju (jak i w każdym innym) obywatele, którzy zaprzeczali i zaprzeczają wartościom uznawanym za wspólne przez wszystkich Polaków. Trudno polemizować z tym, że np. Igo Sym, aktor i reżyser przedwojenny, który poszedł na pełną współpracę z Niemcami, realizując dla nich propagandowe dzieła, był obywatelem polskim „gorszego sortu” w stosunku do zwykłych, uczciwych Polaków usiłujących przetrwać okupację czy wręcz bohaterów AK. Wypowiedź o różach także zmanipulowano. Biała róża może być symbolem zła. Zła ukrytego. Sprawia wrażenie pięknej, ale w istocie jej piękno to miraż. Bo tak naprawdę więcej znaczą kolce, niźli piękny kwiat, ukrywający faktyczne intencje.


 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: