Ktoś tu widział Rosję? W Azji Putin przegrywa z Trumpem

Mało atrakcyjni dla Chin, nieobecni w sprawie Korei Północnej, niegotowi na reset z Japonią. Rosjanie na Dalekim Wschodzie nie mają się czym chwalić. A miało być tak pięknie, gdy Władimir Putin ogłaszał strategię „zwrotu na Wschód”. Tymczasem i na tym polu globalnej gry przegrywa z Donaldem Trumpem.


Rosja miesza się w każdą poważniejszą międzynarodową awanturę, niezależnie do regionu świata. Chce w ten sposób pokazać, że jest mocarstwem globalnym i graczem, bez którego nie da się gasić pożarów. Tym bardziej dziwi pasywność Moskwy w sprawach dalekowschodnich, choćby w obecnym kryzysie wokół Korei Północnej.

Zero pomysłów
Krzyżują się tu interesy Pekinu, Waszyngtonu i Moskwy, a problem reżimu Kim Dzong Una dotyczy dwóch ważnych sojuszników USA: Japonii i Korei Południowej. Rosji w tej sprawie jednak niemal nie widać, choć bezpośrednio sąsiaduje z potencjalnym polem wojny, jakiej świat nie widział do 1945 r.
Na prowokacyjne ruchy Kim Dzong Una, między innymi kolejne próby rakietowe, Trump zareagował wysłaniem w region morskiej grupy uderzeniowej. Do eskadry US Navy dołączyły okręty wojenne Japonii i Korei Południowej. Przez kilka dni wydawało się, że Azja stoi na krawędzi krwawej wojny. Pod koniec kwietnia mieszkańcy rosyjskiego Dalekiego Wschodu zauważyli duże wojskowe konwoje zmierzające ku granicy Korei Północnej. Można przyjąć, że informacje spływające na Kreml wskazywały na bardzo wysokie prawdopodobieństwo wybuchu wojny. Rosja zabezpieczała granicę, ale na arenie dyplomatycznej nie kiwnęła palcem, wykazując się zupełnym brakiem pomysłu na rozwiązanie problemu. 14 kwietnia w Biszkeku (Kirgistan) doszło do nieformalnego spotkania członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), bloku militarnego skupiającego część postsowieckich republik, zdominowanego przez Rosję. Czy rozmawiano o kryzysie koreańskim? Ani słowa. 21 kwietnia Putin przewodniczył spotkaniu Rady Bezpieczeństwa...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: