Bolszewickie: łapaj złodzieja!

Lista ponad stu osób związanych z komunistycznymi służbami specjalnymi w polskiej dyplomacji w wyniku wprowadzenia w życie ustawy dezubekizacyjnej skróci się do zera.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło wreszcie zrobić porządki. Ten oczywisty ruch, który niepodległe państwo polskie powinno wykonać prawie 30 lat temu, wywołuje rozbrajające komentarze. „Odzyskiwanie ministerstwa po 28 latach jest kompletnym nieporozumieniem” – mówi w wywiadzie dla wp.pl tajny współpracownik komunistycznego wywiadu wojskowego o pseudonimie Saim, Jan Wojciech Piekarski, zatrudniony w dyplomacji od 1974 r., ambasador kolejnych rządów w PRL i III RP. Z tej wypowiedzi należy wnioskować, że uprzywilejowana pozycja komunistycznej bezpieki powinna być zagwarantowana dożywotnio w kluczowych przestrzeniach odpowiedzialności państwa polskiego. Ustawę krytykują również fachowcy z mniejszym stażem. Minister spraw zagranicznych w gabinecie cieni Grzegorza Schetyny Rafał Trzaskowski nazywa projekt zwolnienia esbeków ze służby dyplomatycznej „pozbywaniem się oczu i uszu”, „paraliżowaniem polskiej dyplomacji” oraz „obrażaniem prawdziwych profesjonalistów, którzy wprowadzili nas do Unii Europejskiej i NATO”. Jeszcze dalej idzie Adam Szłapka, poseł Nowoczesnej, mówiąc z trybuny sejmowej: „To czystka. I to czystka w rozumieniu czysto bolszewickim”. Słowem, jesteśmy w domu. W języku III RP wyrzucanie z pracy bolszewików, szpicli komunistycznych służb czy zwykłych esbeków nazywane jest bolszewicką czystką. Na tej samej zasadzie osłanianie przestępców z Amber Gold zwane było „sprawowaniem nadzoru”, przepisywanie rosyjskich wniosków ze śledztwa w sprawie katastrofy samolotu w Smoleńsku „prowadzeniem dochodzenia”, a nawiązanie tajnej współpracy z następcami KGB przez polskie służby mające ustawowo łapać działających przeciwko Polsce szpiegów nazywane było „wspólnym zwalczeniem zagrożeń” i „działalnością kontrwywiadowczą”.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: