Egipt drży w posadach

Także teraz policja w pierwszych dniach działała bardzo brutalnie, a w krwawych starciach zginęło kilkanaście osób. Gdy mimo to protesty się nie załamały, ugrupowania opozycyjne udzieliły im pełnego poparcia.

Bractwo Muzułmańskie ogłosiło mobilizację swoich zwolenników na 28 stycznia. Siły bezpieczeństwa nie zdołały powstrzymać tak wielkich protestów. Demonstranci zdobyli 17 posterunków policji, z których wzięli broń i amunicję. Wieczorem 28 stycznia tłum podpalił siedzibę partii rządzącej i otoczył gmach MSW oraz państwowej telewizji. Budynki rządowe spłonęły także w innych miastach. Czterodniowe starcia pochłonęły ok. 100 zabitych (w tym 10 policjantów) i 4 tys. rannych.

Chwila spokoju

Po tych wydarzeniach wydawało się, że opozycja jest bliska zwycięstwa. Prezydent zapowiedział dymisję rządu (choć sam odmówił odejścia). Potem policja całkowicie znikła z ulic egipskich miast. Jej miejsce zajęło wojsko, które nie podjęło żadnych prób tłumienia protestów. Wśród zwykłych ludzi z dnia na dzień znikł panujący przez lata strach przed władzą. Światowe media obiegły zdjęcia żołnierzy bratających się z demonstrantami, a nawet wożących ich na czołgach. Armia cieszy się znacznie większym szacunkiem rodaków niż policja. Jej postawa jest kluczowa dla rozstrzygnięcia wydarzeń w Egipcie. Dotychczas wojsko nie opowiedziało się jednoznacznie po żadnej ze stron. Aby zapewnić sobie jego lojalność w krytycznych chwilach, 29 stycznia Mubarak powołał byłych wojskowych Ahmeda Szafika i Omara Sulejmana na stanowiska nowego premiera i pierwszego od 30 lat wiceprezydenta Egiptu. Niektórzy odczytali ten ruch jako przymiarkę do stopniowego przekazania władzy w ręce armii.

Nowy rząd zaczął wysyłać sygnały o gotowości do negocjacji z opozycją. Na jej nieformalnego przywódcę niespodziewanie wyrósł były dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Mohamed ElBaradei. Ale jest on dużo bardziej znany na światowych...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: