Dezinformacja

Europosłowie chcą walczyć z „fake news”, proponują usuwanie nieprawdziwych wiadomości z sieci i nakładanie kar finansowych na platformy publikujące takie treści.

Na tym może się jednak nie skończyć, bo oprócz nieprawdziwych informacji na celowniku znalazł się także szeroki wachlarz treści, które Bruksela uzna za szkodliwe.

Zdaniem deputowanych „sześciu na dziesięciu internautów publikuje wiadomości lub przesyła je dalej bez uprzedniego przeczytania, a większość ludzi nie rozpoznaje, czy trafiające do nich informacje są prawdziwe czy fałszywe”. – Powinniśmy przyjąć rozwiązania, które pozwolą ograniczyć rozprzestrzenianie niesprawdzonych informacji. A także edukować obywateli, przede wszystkim dzieci i młodzież, jak rozpoznawać „fake news” – mówiła podczas sesji plenarnej PE w Strasburgu słoweńska europosłanka Tanja Fajon.

Oczywiście, jak to jest w zwyczaju europejskiego molocha, nie skończy się na walce z „fejkami”. „Wypowiedzi nawołujące do przemocy, do aktów terrorystycznych lub nienawiści wobec grupy osób lub członka takiej grupy ze względu na płeć, pochodzenie rasowe, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, język, religię, przekonania, opinie, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną to nie jest wolność słowa, to są treści nielegalne i Komisja będzie kontynuowała swoje działania, żeby tego typu wypowiedzi zniknęły z sieci” – mówił podczas debaty komisarz UE do spraw jednolitego rynku cyfrowego Andrus Ansip. Czyli już nie tylko nieprawdziwość informacji miałaby być powodem do jej usuwania.

Komisja Europejska współpracuje z serwisami (m.in. Facebook, Twitter czy YouTube). Zgodziły się one wprowadzić m.in. bezzwłoczne reagowanie na opisane treści (usuwanie lub blokowanie ich) w czasie krótszym niż 24 godziny. Obecnie system działa częściowo – około 28 proc. zgłoszonych wpisów nawołujących do nienawiści zostaje usuniętych.



Dezinformację o tym, że nauczyciel WF z...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: