Terroryści z bardzo bliskiego wschodu

Atak na polski konsulat w Łucku kojarzy się z zamachami terrorystycznymi islamskich fundamentalistów. Dotychczas to głównie oni dokonywali ostrzałów placówek dyplomatycznych z broni przeciwpancernej. Okazuje się, że metody z Bliskiego Wschodu wkraczają na wschód nam najbliższy, na Ukrainę.

Ostrzał, który zatrząsnął łuckim konsulatem RP w noc z wtorku na środę, szczśliwie nie wyrządził krzywdy żadnemu pracownikowi placówki. A było blisko! W pomieszczeniu, do którego wpadł pocisk z granatnika RPG-26, przebywał jeden z Polaków.
Analiza łuckiego ataku musi odbywać się w szerszym kontekście. Jak mówi ambasador RP na Ukrainie Jan Piekło, tylko od roku doszło na Ukrainie doszło co najmniej do 10 antypolskich wystąpień. I choć głównie sprowadzały się one do tego, co dyplomata nazywa „cmentarnym terroryzmem”, czyli dewastacji miejsc pamięci i grobów Polaków (ale i Ukraińców, jak na cmentarzu w podkijowskiej Bykowni), to atak w Łucku nie jest pierwszą „grubszą sprawą”.
Na początku lutego „nieznani sprawcy” zdewastowali placówkę konsularną we Lwowie. Na ogrodzeniu umieszczono napis „Nasza ziemia” w języku ukraińskim.
O znaczeniu sprawy z Łucka świadczy nie tylko fakt, że to przekroczenie cienkiej linii fizycznej napaści (i to z użyciem takiego arsenału jak granatnik). Istotne jest bowiem także to, co miało miejsce następnego dnia. Oto drogę pomiędzy Lwowem a przejściem granicznym z Polską (Rawa Ruska) zablokowało grupa osób podających się za mniejszość polską. I choć żaden z uczestników przedziwnej blokady nie mówił w naszym języku, to na swoich transparentach wypisali hasła (część łamaną polszczyzną), z których – oprócz wezwań władz w Warszawie do przyjścia z pomocą mniejszości polskiej – jedno brzmiało znacząco: „Stop ludobójstwu Polaków”. Co to za pomysł? Przecież żadne ludobójstwo Polaków się nie odbywa.
Sprawa wydaje się być ściśle związana z atakiem na konsulat. Łuck znajduje się na Wołyniu, gdzie w 1943 r. i później...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: