DEZINFORMACJA

Świadek koronny z „Russia Today”
Amerykańska senacka komisja ds. wywiadu bada wpływ Rosji na ostatnie wybory prezydenckie. Na celowniku śledczych znalazły się m.in. fałszywe informacje publikowane przez rosyjskie serwisy takie jak „Sputnik”, które następnie były wykorzystywane w kampanii wyborczej. Tak było choćby w przypadku rzekomego ataku terrorystycznego na bazę lotniczą w Incirlik w Turcji. Na fałszywkę złapał się nawet Paul Manafort, szef kampanii Trumpa, który powtórzył ją na antenie CNN, mówiąc o „ataku terrorystycznym na bazę NATO”.
Sprawa robi się poważna, ponieważ oskarżany o kontakty z Rosjanami i z tego powodu zdymisjonowany już b. doradca Trumpa i stały komentator propagandowej stacji „Russia Today” Michael Flynn zaproponował FBI i komisjom z Kongresu, że będzie zeznawał w sprawie współpracy oraz powiązań sztabu Trumpa z Rosją. W zamian domaga się jednak immunitetu od zarzutów, czyli de facto statusu świadka koronnego.
Na tym nie koniec, bo Stany Zjednoczone to niejedyny kraj, którego proces wyborczy jest na celowniku Kremla. Jest tam także Francja z jawnie już zdiagnozowaną jako prorosyjska, nacjonalistyczną kandydatką Marine Le Pen. Sama Le Pen nie pozostawia złudzeń i przed kilkunastoma dniami spotkała się w Moskwie z Władimirem Putinem. I choć sam Putin przekonywał wówczas, że „Rosja nie chce wpływać na wybory prezydenckie we Francji”, dość trudno w to uwierzyć.
Rosyjskiej ingerencji przed wyborami do Bundestagu obawiają się także Niemcy. Tamtejszy Urząd Kanclerski wydał pracownikom wywiadu polecenia, by śledzili aktywność Rosjan. Nie bez przyczyny. W 2015 r. Bundestag padł ofiarą kremlowskich hakerów. Media ze wschodu nie ustają także w produkcji fałszywych informacji na temat Niemiec. Tak było choćby w styczniu 2016 r., kiedy pojawiła się informacja o rzekomym gwałcie na młodej dziewczynie rosyjskiego pochodzenia, którego miano dopuścić się w Berlinie.


Śmieci z sieci \ Kulisy dezinformacji
...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: