Blamaż opozycji

Debata nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra Jana Szyszki pokazała mentalną słabość opozycji. Otóż politycy ci są przekonani, że władzę dostaje się za darmo.

Że nie warto się starać i przygotować merytorycznych argumentów, ale wystarczy jedynie spektakularnie się oburzać. Oglądaliśmy więc spektakl, w którym starano się przekonać, kto bardziej jest wstrząśnięty. Oczywiście tak naprawdę polityków opozycji dobro przyrody ani grzeje, ani ziębi. Owo pragmatyczne podejście udowodnił radny PO Jan Posłuszny ze Szczecina, który w sobotę wycinał drzewa na własnej działce, aby w tygodniu w blasku dziennikarskich fleszy sadzić i oburzać się na Lex Szyszko. Podobnie wypadała cała formacja, która teraz rozdzierała szaty, a za której rządów wycinka drzew szła bez najmniejszych problemów. Dość wspomnieć rządzoną przez Hannę Gronkiewicz-Waltz Warszawę, gdzie wycięto około 200 tys. drzew. Hipokryzję PO wykorzystać mogła Nowoczesna. Tyle tylko, że tam nikt nie ma nic do powiedzenia. Sytuację próbowała ratować posłanka Katarzyna Lubnauer, która niemal płacząc mówiła o rzezi. Po kolei: żubrów, bażantów, drzew, Puszczy Białowieskiej i wszystkiego, co jej jeszcze przyszło do głowy. Merytoryka na poziomie 4 klasy szkoły podstawowej, której wykwitem była akcja sadzenia szyszek zamiast nasion czy sadzonek. Na tym tle korzystnie wypadł PSL, rozdając małe drzewka. Tyle tylko, że partia ta musi wytłumaczyć swojemu elektoratowi, że nie będzie mógł wyciąć drzewa na własnej posesji. Zaangażowanie więc jest mizerne. Wszystko skończyło się jak zawsze. Ideologiczną młócką, której twarzą został Stefan Niesiołowski. A PiS może spać spokojnie. Na razie jest orłem wśród wróbli.

 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: