Nie żyję w świecie wojny płci

Jeszcze niedawno słuchanie Tok FM podnosiło mi ciśnienie. Zamiast porannej kawki wystarczył szczególnie piątkowy poranek z Tomaszem Lisem, Wiesławem Władyką, Tomaszem Wołkiem i Jackiem Żakowskim. Efekt był gwarantowany. Z żalem jednak muszę powiedzieć, że to powoli się zmienia.

Od jakiegoś czasu słuchanie owych rozmów jedynie mnie rozśmiesza. Tak było i ostatnio, gdy panowie (sami), o których stosunku do kobiet krążą legendy (niespecjalnie dla nich pozytywne), debatowali o tym, jak to panie powinny zrobić rewolucję wymierzoną, rzecz jasna, przeciw facetom. „Potrzebny jest szerszy protest kobiet przeciwko światu mężczyzn. Potrzebny jest kulturowy, godnościowy protest” – oznajmił Wiesław Władyka. I właśnie ten fragmencik rozśmieszył mnie „na maksa”, a po chwili zasmucił. Tak się bowiem składa, i chyba nie jestem w tej kwestii wyjątkiem, że  nie żyję w świecie mężczyzn, a moja żona nie żyje w świecie kobiet. My żyjemy w naszym wspólnym świecie, ludzkim – w którym są i mężczyźni, i kobiety. Mamy dwóch synów, trzy córki. Walki między nimi nie toczą się o płeć, choć oczywiście ona ich (tak jak nas w małżeństwie) różni, ale o wiele innych spraw. A żyjemy razem, darząc się miłością, a nie jednocząc przeciwko sobie. Żal mi ludzi, którzy nie są w stanie tego dostrzec. I przykro mi, że jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaką jest różnica płci, odrębność między kobietami a mężczyznami, jest wykorzystywana do tworzenia kolejnej linii frontu. Frontu, który nikomu nie służy.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: