Potęga smaku w III RP

My urodzeni w latach 80. chcieliśmy korzystać z zachodniego stylu życia – prawdziwej czekolady, walkmana i komiksów z superbohaterami.

Tego szału kolorowych telewizorów, plakatów z piłkarzami i marzeń o karierze sportowca miał nam nie przerywać koszmar o politycznych knowaniach za naszymi plecami. A jednak coś było nie tak. Trochę było głupio słuchać tych drwin z własnego kraju, że średniowieczny, kościółkowy, śmieszno-bohaterski. Przecież dziadkowie opowiadali o heroizmie AK, religijności na wsi, wtedy to nie brzmiało śmiesznie, nasz narodowy upór fascynował. Dziadek opowiadał, że byliśmy bardzo dzielni w czasie II wojny światowej, tymczasem stary redaktor długowiecznego tygodnika przekonywał, że on w czasie kampanii wrześniowej nie oddał ani jednego strzału – kto miał rację?

W telewizji mówili, że po wojnie było po prostu ciężko, ale starszy kolega opowiadał, że chciał coś napisać o żołnierzu AK, który poległ w walce z Niemcami, a na grobie podano, że zmarł w 1947 r. W szkole mieliśmy Sienkiewicza, ale w gazecie pisali, że lepiej czytać, jak rura z szambem zalewa klatkę schodową, bo tam mieszkają katolicy i piją. W podstawówce było widać coś jeszcze, bo kolega nigdy nie nosił kanapek, chodził głodny, a w sklepiku kupowała tylko garstka z nas. Jakiś pan z Warszawy mówił, że ukraść to można nawet milion, ale u nas kradli tylko rowery i ogałacali piwnice.

Naprawdę coś było nie tak, bo wszyscy się śmiali z PRL-u, ale jak pan minister komunista zatańczył z Murzynem przy piosence disco polo, to został nawet prezydentem. Ciągle się też słyszało, jakie nienawistne jest katolickie radio z Torunia, ale jak się je wieczorem włączyło z ciekawości, to tam z pasją mówili o historii i aż serce rosło. Była też taka „zła” gazeta, ale tylko w niej można było poznać przedwojennych pisarzy albo tych, którzy wyemigrowali, bo w czasach stalinowskich nie mogli tutaj żyć. Potem były biblioteki, no i się okazało, że „Droga donikąd”...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: