Libia - Nowe naftowe rozdanie?

Wznowienie produkcji

Przed wybuchem rebelii w lutym Libia eksportowała 1,3–1,6 mln baryłek ropy dziennie. Choć było to mniej niż 2 proc. światowych dostaw, tylko kilka innych krajów może dostarczać równie dobrej jakości „słodką” ropę, od której zależy mnóstwo rafinerii na całym świecie. Największymi producentami ery Kaddafiego były włoski ENI, brytyjski BP, francuski Total, hiszpański Repsol i austriacki ÖMV. Obecni byli też Amerykanie, chociaż tylko ok. 1 proc. importu USA pochodziło z Libii. W ostatnich latach Włochy sprowadzały z Libii ponad 20 proc. potrzebnej im ropy. W przypadku Francji, Szwajcarii, Irlandii i Austrii mowa o ponad 15 proc. importu. Pod koniec ery pułkownika śmiało do Libii zaczęli wchodzić Rosjanie (Gazprom, Gazpromnieft, Tatnieft) i pojawili się Chińczycy. Przedwojenna dominacja zachodnich koncernów zadaje kłam tezie, że Zachód poszedł na wojnę z Kaddafim, żeby dostać jego ropę (podobna bzdura jak w przypadku Busha i Saddama).

Najważniejsze jest teraz wznowienie pełnej pracy naftowych kompanii. Naprawa zniszczeń infrastruktury, a przede wszystkim sprowadzenie z powrotem pracowników, w dużej części zagranicznych (i to nie tylko na poziomie kadry kierowniczej). Wojna domowa zmusiła koncerny do wycofania personelu i produkcja spadła z 1,3 mln do zaledwie 60 tys. (!) baryłek dziennie w najgorszym okresie. Od zdobycia Trypolisu i ważnych portów naftowych w Bredze i Ras Lanuf wydobycie zaczęło wzrastać. Większość złóż, które były eksploatowane przed wybuchem walk, już produkuje, choć jeszcze nie całą mocą. Obecnie jest to 400 tys. baryłek dziennie. Nowe władze oświadczyły, że powrót produkcji do poprzedniego poziomu potrwa od 12 do 18 miesięcy.

Kaddafi nie był łatwym partnerem dla międzynarodowych koncernów, często podnosząc opłaty i podatki, wciąż stawiając nowe żądania. Obecna ekipa, jeśli utrzyma bliskie kontakty z NATO, może być przystępniejsza. To otworzy drogę do zwiększenia produkcji ropy...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: